Kilka lat temu odwiedziłam Barcelonę w drodze do Castellón de la Plana, gdzie wybrałam się na skoki ze spadochronem. Przyleciałam do Barcelony o g. 21 i następnego dnia o 9 rano miałam pociąg do Castellón. Zdecydowałam, że nie będę spać, tylko zwiedzę Barcelonę nocą. Okazało się, że wygląda trochę inaczej, niż sobie wyobrażałam.

Odwiedziłam najbardziej znane miejsca, jak Placa D’ Espanya, Font màgica, Las Ramblas, Sagrada Familia. Jak wyglądały? Plac Hiszpański był nawet ładny. W Magicznej Fontannie nie było wody. Na La Rambli spodziewałam się jakichś turystów, bo czytałam, że to bardzo turystyczna ulica, ale nie spotkałam żadnych. Natknęłam się natomiast na mnóstwo prostytutek i ludzi sprzedających piwo i narkotyki. I na policję. Przejeżdżali od czasu do czasu, handlarze chowali wtedy puszki z piwem do koszy na śmieci i policja jechała dalej… niektórzy policjanci nie byli jednak tacy naiwni i kazali wyjmować puszki z koszy. Cieszyłam się, że było sporo policji, bo okolica nie wyglądała bezpiecznie.

Hola, ¿qué tal? – zapytał mnie pewien mężczyzna
Bien, gracias – odpowiedziałam, i to było jedyne co potrafiłam powiedzieć po hiszpańsku
You want beer?
– No, thank you
– Hash?
– No, thank you
– So maybe sex?
– No, thank you (Swoją drogą nie jestem pewna czy chciał mi sprzedać ten seks czy go kupić ode mnie…)

Jakiś inny mężczyzna próbował wyciągnąć mnie na imprezę, a jeszcze inny chciał wypić ze mną wino, a kiedy odmówiłam i odeszłam, zaczął do mnie krzyczeć, że potrzebuje mojej pomocy… Nie jestem pewna na ile rzeczywiście niebezpieczne było to miejsce, nikt nie był agresywny, ale nie poszłabym tam drugi raz sama w nocy.

Jakiś czas później przeczytałam książkę Antonio Salasa „Handlowałem kobietami”. Salas jest hiszpańskim dziennikarzem, który udając handlarza kobietami przeniknął w szeregi mafii zajmującej się tym procederem, aby od środka zbadać funkcjonowanie mafii i sytuację prostytutek. Ta książka otworzyła mi oczy. Spacerując po Barcelonie byłam pewna, że te prostytutki po prostu pracują… Może nie jest to „normalna” praca, ale nie podejrzewałam, że większość z nich to tak naprawdę niewolnice. Jeśli chcesz dowiedzieć się, jak duży jest seksbiznes, jak wiele kobiet jest niewolnikami i dlaczego, polecam przeczytać.

A wracając do zwiedzania Barcelony, jeden z zabytków, który chciałam zobaczyć to Sagrada Familia. Cieszyłam się, że jestem w tym mieście w nocy, bo widziałam wcześniej ten budynek na zdjęciach i podświetlony nocą wyglądał naprawdę ładnie. Jeszcze w domu sprawdziłam na Mapach Google gdzie znajduje się ta bazylika, wydrukowałam mapę… i nie mogłam znaleźć tego miejsca. Chodziłam wąskimi uliczkami, przez małe place i zastanawiałam się, dlaczego nie widzę tego kościoła. Moja mapa była mała i niezbyt dokładna, ale myślałam sobie, że przecież Sagrada Familia jest duża, więc powinnam ją widzieć, jeśli jestem gdzieś w pobliżu. Nie mogłam zrozumieć, gdzie popełniłam błąd. Dopiero po dość długim czasie błądzenia po okolicy, usłyszałam dwóch mężczyzn rozmawiających po angielsku i spytałam, czy wiedzą gdzie jest Sagrada Familia. Okazało się, że daleko… Wytłumaczyli mi, jak tam dojść i jeden z nich powiedział, że to około godziny piechotą, a drugi, że tylko 30 minut. Uwierzyłam temu drugiemu, bo był mniej pijany, ale w rzeczywistości ten bardziej pijany miał rację ;) Po powrocie do domu ponownie zajrzałam na Mapy Google, aby sprawdzić, gdzie zrobiłam błąd i okazało się, że to nie ja się pomyliłam. Sagrada Familia była nieprawidłowo zaznaczona na Mapach Google. Teraz już jest zaznaczona w odpowiednim miejscu, ale ja byłam tam w listopadzie 2011 roku. I nie miałam jeszcze smartfona.

Ale w końcu dotarłam do Sagrady Familia. I co? Ciemno, brak świateł… Chciałam zrobić zdjęcie tego budynku, a w zamian zrobiłam zdjęcie stacji metra o tej samej nazwie ;) I usiadałam na schodach, z bolącymi od chodzenia stopami, i poczekałam na pierwsze poranne metro.