Nie znajdziesz wysokich gór w Dolnej Austrii. Najwyższy szczyt – Hochschneeberg (Klosterwappen) ma tylko 2076 m wysokości, nie znaczy to jednak, że nie jest warty odwiedzin. Trafiłam na piękną pogodę i widoki były tak zachwycające, że miałam poważne dylematy przy wyborze najładniejszych zdjęć do tego posta :)

Moja wycieczka na Schneeberg zaczęła się na Hohe Wand. Po nocy spędzonej w schronisku Hubertushaus, otwartym tylko dla mnie, wyruszyłam rano w poszukiwaniu dobrego śniadania. Pobliskie schronisko Wilhelm-Eichert-Hütte było zamknięte, ponieważ był poniedziałek, więc w ulewie, poszłam dalej. Zejście na dół, po mokrych kamieniach i korzeniach zajęło mi sporo czasu, ale w końcu dotarłam do pensjonatu Seiser Toni. Wciąż padał silny deszcz, ale według prognoz miało rozpogodzić się po południu, więc cieszyłam się, że przeczekam najgorsze i zaspokoję mój głód. Mina mi zrzedła, kiedy zobaczyłam, że w poniedziałki jest otwarte od 14… poszłam więc dalej do Grünbach, podjechałam pociągiem do Puchbergu i w końcu zjadłam porządny, smaczny posiłek w barze na stacji :)

Z Puchbergu wyruszyłam do schroniska Edelweisshütte, gdzie planowałam spędzić noc. Po drodze, w Sonnleiten, znajduje się Wodospad Sebastian. Tego dnia co prawda od rana był wodospad z nieba, ale poszłam zobaczyć kolejny. Nie żałowałam :)

sebastian wodospad, austria

Następnie planowałam pójść żółtym szlakiem do Losenheim. Nie pierwszy i nie ostatni raz w Austrii miałam problem ze zlokalizowaniem szlaku zaznaczonego na mojej mapie (mapa Kompassu). W końcu jednak znalazłam – to wąska ścieżka obok gospodarstwa, która dalej biegnie przez pole.

losenheim, austria

Ładna ścieżka przez pole niestety ma tylko ok. 1 km, a dalej idzie się asfaltową drogą aż do dolnej stacji wyciągu narciarskiego. Następnie szlak prowadzi do górnej stacji, obok której znajduje się Edelweisshütte. Chmury akurat się rozeszły, kiedy dotarłam ;)

losenheim

Po dwóch dniach nocowania w pustych albo prawie pustych schroniskach, tym razem trafiłam na wycieczkę szkolną i schronisko było pełne. 5 minut dalej mieści się drugie schronisko – Almreserlhaus, ale było zamknięte, mimo że zgodnie z informacjami na ich stronie, mają wolny dzień we wtorki, a nie w poniedziałki… Najbliższe otwarte schronisko, Fischerhütte, znajdowało się 3 km dalej i 800 m wyżej, ale obsługa Edelweisshütte stwierdziła, że nie będzie bezpiecznie wchodzić tam samej, po deszczu, dwie godziny przed zachodem i pozwolili mi przenocować na podłodze. Całe szczęście, bo byłam już zmęczona i nie miałam ochoty wydłużać wycieczki.

Następnego dnia nastolatki z wycieczki szkolnej wstały o 6 rano (o 6 rano w wakacje?!), więc tak samo ja… Po śniadaniu, bez pośpiechu wyruszyłam na szczyt Hochschneeberg, znajdujący się w pobliżu schroniska Fischerhütte. Szlak – Fadensteig jest całkiem wymagający. Jest stromy w niektórych miejscach i miała rację obsługa schroniska, że po deszczu i po ciemku mógłby być trochę niebezpieczny. Na wszelki wypadek założyłam tam kask.

fadensteig, schneeberg, dolna austria

Trudności były wynagradzane przez piękne krajobrazy. Góry wszędzie, niezliczone szczyty aż po horyzont… To nie to co Tatry, które owszem, też są piękne, ale jednocześnie małe i stojąc na szczytach kawałek dalej widać już niziny. Pierwszy raz widziałam alpejskie widoki i nie mogłam się napatrzeć.

fadensteig, schneeberg, dolna austria

Po dotarciu na Hochschneeberg, skręciłam w niebieski szlak prowadzący na Turmstein. To szczyt zlokalizowany w pobliżu schroniska Kientallerhütte (otwarte tylko w weekendy). Na szczyt prowadzi via ferrata, ale przyznam, że byłam nią trochę zawiedziona. Jest bardzo krótka – wejście i zejście zajęło mi ok. 15 minut, nie była dla mnie wystarczającym wyzwaniem (B-C według mojego przewodnika) i widoki też nie zaparły mi tchu. Po całym dniu wędrowania ze sprzętem ferratowym spodziewałam się czegoś bardziej ekscytującego.

turmstein, via ferrata

Następne miejsce, które chciałam zobaczyć to Weichtalklamm. To wąski wąwóz, mający ok. 3 km długości i prowadzący do schroniska Weichtal Haus. Czytałam, że jest bardzo ładny i przyciąga wielu turystów. Ja nie spotkałam żadnego ;) I nie przeszłam całego szlaku. Po silnych deszczach poprzedniego dnia było mokro i ślisko, i musiałam uważać na każdym kroku. Po 40 minutach byłam zaledwie około 500 metrów dalej. Dotarłam do stromego, śliskiego miejsca a kilka metrów niżej zauważyłam rzekę płynącą szlakiem.

wąwóz weichtalklamm

Zdecydowałam zawrócić, bo było już za późno na tracenie jakichś 3 godzin na przejście tego szlaku. Poszłam do Weichtal Haus żółtym szlakiem prowadzącym przez las. Tam też jednak było ślisko… Moje buty wciąż są w pomarańczowej ziemi po tym jak poślizgnęłam się próbując przejść po konarze drzewa nad pomarańczową kałużą. Kawałek dalej umyłam się trochę w potoku, ale niedługo później, będąc już zmęczona, pomyślałam, że trochę skrócę sobie szlak, zamiast schodzić zygzakiem. Skończyło się ślizgiem na tyłku ;)

Byłam brudna i zmęczona, ale szczęśliwa na myśl, że wkrótce dotrę do schroniska. Po moich doświadczeniach z zamkniętymi schroniskami w poprzednich dniach miałam trochę obaw, czy na pewno będzie otwarte, ale przecież sprawdziłam to wcześniej w internecie, więc uspokajałam się, że nie powinno być problemów.

Była 19:30, kiedy dotarłam do schroniska. I zgadnijcie co… Tak, było zamknięte.

Teraz wiem, że to moje przeoczenie, bo piszą na swojej stronie, że jest zamknięte we wtorki i środy, ale odwiedzając ich stronę przed podróżą nie zauważyłam tej informacji.

„OK” – pomyślałam – „2 godziny do zachodu, to co teraz?” Następne schronisko – Otto-schutzhaus znajduje się 4 km dalej i 1100 m wyżej. Zmęczona i z 10-kilowym plecakiem nie miałam szans dotrzeć tam przed zachodem. Miałam oczywiście czołówkę, ale mimo wszystko wędrowanie samej, po ciemku, po terenach, których nie znam, wydawało mi się dosyć niebezpieczną opcją. Inną możliwością było znalezienie jakiegoś hotelu w Reichenau an der Rax. To małe miasteczko położone ok. 15 km dalej, ale mogłam do niego dotrzeć po asfaltowej drodze, co było bardziej bezpieczne niż wędrówka po górach. Wizja płacenia za hotel nie napawała mnie jednak radością… Obsługa Weichtal Haus poradziła, że w Kaiserbrunn, ok. 4 km dalej znajduje się pensjonat, który prawdopodobnie oferuje dobre ceny. Postanowiłam to sprawdzić. Miły chłopak, którego spotkałam na parkingu zaoferował mi podwiezienie do Kaiserbrunn, ale „dobra cena” okazała się wynosić 42 euro. Drogo.

Na mapie znalazłam dwa miejsca zaznaczone jako schroniska w Edlach an der Rax, ok. 10 km dalej. Oczywiście nie wiedziałam czy są otwarte, ale postanowiłam sprawdzić. Miałam trochę wątpliwości czy wypada łapać stopa z takim brudnym tyłkiem jak mój, ale mimo to pomyślałam, że spróbuję coś złapać ;) Zatrzymał się już pierwszy samochód, co więcej kierowca powiedział, że zna najtańsze miejsce noclegowe w okolicy – prywatne pokoje w Edlach, do których mnie podwiózł. Okazało się, że było to jedno z miejsc zaznaczonych na mojej mapie jako schronisko. Zapłaciłam 28 euro za komfortowy pokój z porządnym śniadaniem i byłam naprawdę usatysfakcjonowana.

Nie znalazłam ich strony internetowej, ale znajduje się to tutaj. Polecam, jeśli będziecie w okolicy.

Na koniec zobaczcie jak ładnie jest na Schneebergu.