Najlepsza via ferrata jaką przeszłam podczas mojej podróży po Austrii w czerwcu 2016 r. Trudna, ale nie za trudna, do tego długa i z pięknymi widokami. 

To był mój pierwszy dzień w Austrii, podczas którego nie musiałam wędrować z pełnym plecakiem. Zdecydowałam zostać dwa dni w tym samym schronisku (Habsburghaus) i z lekkim plecakiem zaliczyć szybko Haid-Steig a następnie Teufelsbadstubensteig i Alpenvereinsteig, o których czytałam pozytywne opinie.

Rano zrozumiałam jednak, że muszę zmienić moje ambitne plany. Obudziłam się z gorączką… po tabletce poczułam się trochę lepiej i wolnym tempem wyruszyłam w kierunku Haid-Steig.

Schodziłam ferratą Preinerwandsteig i następnie wchodziłam Haid-Steig. Obie znajdują się w bliskiej odległości. Preinerwandsteig jest wyceniona na B, ale w górnej części szlaku byłam zaskoczona jej trudnością. Nie ma tam stalowych lin, ścieżka jest pokryta małymi luźnymi kamieniami, a w niektórych miejscach poślizgnięcie może się skończyć zjechaniem kilkadziesiąt metrów w dół.

Preinerwandsteig

Ubezpieczenie łańcuchami zaczyna się w dolnej części, gdzie jest trochę bardziej stromo.

Preinerwandsteig

Dojście z punktu startowego Preinerwandsteig do początku ferraty Haid-Steig zajęło mi 2 godziny.

Ferrata Haid-Steig, która jest wyceniona na D (lub C/D, w zależności od źródła) to 400 m ściana, pełna pionowych eksponowanych fragmentów. Zgodnie z moim przewodnikiem wejście zajmuje 1:45h, ale mi, moim wolnym tempem, zajęło 3 godziny.

Na szlaku są dwie wysokie drabiny, które sprawiły mi dużo przyjemności. Uwielbiam patrzeć w dół :)

haid-steig

Muszę jednak przyznać, że w wielu miejscach oszukiwałam i chwytałam się liny, zamiast skał, jak prawdziwy wspinacz, w którego próbowałam się bawić ;) Było wyzwanie, było dużo przyjemności z pokonywania kolejnych metrów, były niesamowite widoki, pogoda dopisała – fajny dzień!

Więcej powiedzą obrazy, niż moje słowa, więc zobaczcie jaki fajny szlak!