Hohe Wand to masyw górski położony niedaleko Wiednia. Jest niski (szczyty mają ok. 1000 m npm), można szybko dotrzeć tam z Polski i są tam via ferraty o każdym stopniu trudności. Dlatego właśnie tam wybrałam się, żeby spróbować moich pierwszych ferrat.

Nie mając samochodu możesz dotrzeć na Hohe Wand z Wiednia w ok. 1-2 godziny. Ja przyjechałam do Wiednia o 14 (7 godzin pociągiem z Warszawy), następnie dojechałam pociągiem do Wiener Neustadt i stamtąd autobusem do Markt Piesting (jest też pociąg). Tego samego dnia po południu byłam na pierwszej via ferracie.

Była to via ferrata Währingersteig. W przewodniku (autorstwa Csaba Szepfalusi) jest oznaczona jako C. Zastanawiałam się, czy dobrze zaczynać od takiej trudności, ale ferrata była akurat po drodze do schroniska, poza tym akurat ok. 13-letnie dzieci wspinały się na nią, więc pomyślałam, że nie może być taka trudna.

Tak wygląda z dołu:

wahringersteig

A tak z góry:

wahringersteig

Ferrata jest krótka. Wejście i zejście do punktu startowego zajęło mi około pół godziny. Było to dla mnie pewne wyzwanie, ale niezbyt duże.

Wieczorem dotarłam do schroniska Herrgottschnitzerhaus. Zrobiłam rezerwację około miesiąc wcześniej, bo była to czerwcowa sobota, więc spodziewałam się wielu turystów. Ku mojemu zdziwieniu byłam sama w 6-osobowym pokoju i pozostałe pokoje były również puste. Było też tanio. Zapłaciłam 18 euro za nocleg ze śniadaniem, ale właściciel powiedział, że to zniżka dla turystów z Czech, Polski i innych krajów z tego regionu. Bardzo miło z jego strony.

Następnego dnia zaczęłam wycieczkę od Ganghofersteig. To krótka via ferrata znajdująca się zaraz przy schronisku. Jej trudność jest wyceniona na C-D i ja szłam z góry. To było prawdziwe wyzwanie!

Mam tylko jedno zdjęcie, zrobione z góry :) Dalej jest pionowa i w jednym miejscu trochę przewieszona skała, co wymaga pewnej siły w rękach. Schodzenie z 8-kilowym plecakiem łatwe nie było…

ganghofersteig

Zaraz po zejściu skręciłam w prawo w wąską ścieżkę w lesie. Nie było tam żadnych oznaczeń, ale zgodnie z moją mapą powinien być tam szlak. Wkrótce okazało się, że jednak nie był to szlak… Była to chyba ścieżka wydeptana przez drwali, bo doprowadziła mnie do takiej „ścieżki”.

hohe wand

Spędziłam około godzinę schodząc na dół i żałowałam, że nie zawróciłam wcześniej, ale w końcu udało mi się odnaleźć szlak ;)

Szlak, tym razem już prawdziwy, doprowadził mnie do Hanselsteig. Jej trudność jest oznaczona jako B i nie była dla mnie trudna. Myślę, że jest odpowiednia dla osób, które nie mają żadnego doświadczenia z ferratami ani umiejętności wspinaczkowych. Widziałam tam rodziców z ok. 5-7-letnimi dziećmi. Dzieci co prawda nie miały sprzętu ferratowego, tylko były połączone liną do uprzęży rodziców, ale zapewne dały radę pokonać ten szlak. Najlepsza część tego szlaku to drabina między skałami. Jest trochę pochylona, więc nie jest wcale taka banalna.

hanselsteig

Kolejna ferrata dla początkujących to Völlerin – trudność A. Nawet nie chciało mi się wyjmować uprzęży z plecaka ;) Jeśli lubisz wyzwania, w pobliżu jest HTL-Steig (D-E) i Blutspur (E). Ja lubię, chociaż tam nie zdecydowałam się pójść. Ganghofersteig był dla mnie wystarczającym wyzwaniem ;)

Około 18:30 dotarłam do schroniska Hubertushaus, gdzie planowałam przenocować. Nie zrobiłam rezerwacji, ponieważ nie spodziewałam się wielu turystów w niedzielę. Nie spodziewałam się też, że schronisko będzie zamknięte… Wiedziałam, że w Alpach niektóre schroniska są otwarte tylko w weekendy a niektóre mają 1-2 wolne dni w tygodniu, ale to był przecież jeszcze weekend… Początkowo nie zmartwiło mnie, że schronisko jest zamknięte, bo w pobliżu są jeszcze dwa inne, ale mężczyzna z Hubertushaus – właściciel albo pracownik, nie wiem, w każdym razie porządnie pijany – powiedział, że dzisiaj wszystkie w tej okolicy są zamknięte (niedziela! środek czerwca!). Pozwolił mi zostać na noc, ale ostrzegł, że nie ma nic do jedzenia. Dobrze, że zawsze mam ze sobą jakieś batony i czekoladę ;)

Były jeszcze prawie 3 godziny do zachodu, więc zostawiłam w schronisku niepotrzebne rzeczy i z lekkim plecakiem poszłam na Wildenauersteig (C-D). Z Hubertushaus można dotrzeć tam bardzo łatwą ferratą Springlessteig. Jeśli będziesz mieć trochę szczęścia jak ja, może natkniesz się na kozice. Jedna z nich chyba chciała zepchnąć drugą ze skały ;)

Początek Wildenauersteig znajduje się ok. 30 min drogi z Hubertushaus. Wygląda tak:

wildenauersteig

Ferrata jest nietypowa, bo nie ma na niej metalowej liny, więc karabinki trzeba wpinać w metalowe stopnie. Ma 110 m wysokości i wejście na górę zajęło mi godzinę. W pobliżu szczytu znajduje się mała jaskinia z księgą gości, w której możesz pochwalić się, że dotarłeś do tego miejsca.

wildenauersteig

Wyjście z jaskini jest wąskie i zgodnie z moim przewodnikiem trzeba zdjąć plecak, żeby się tam przecisnąć. Ja jednak jestem drobna i przecisnęłam się razem z plecakiem. Mój przewodnik mówi też, że ferrata Wildenauersteig może być trudna dla niskich osób, ponieważ stopnie są często dosyć daleko od siebie. I to jest prawda! Mam 1,55 m i w niektórych miejscach stojąc na jednym stopniu, drugiego sięgałam tylko opuszkami palców. Byłam tam w 2016 roku, kiedy nie miałam jeszcze dużych umiejętności wspinaczkowych, zdarzało mi się tylko wspinać na ściankach, gdzie robiłam piątkowe drogi na wędkę, ale nawet to niewielkie doświadczenie wspinaczkowe, czułam, że przydaje mi się na tej ferracie.

Zobacz zdjęcia i przeczytaj kolejne wpisy o mojej wyprawie ferratowej do Austrii.