Trzy razy byłam wolontariuszką w Szlachetnej Paczce, w różnych latach i różnych rejonach. Jeśli jesteś ciekawy jak dokładnie wygląda wolontariat w tej akcji, jak Szlachetna Paczka działa w teorii, a jak to wygląda w praktyce, zapraszam do lektury.

Z artykułu dowiesz się:

  • Na czym polega program Szlachetna Paczka
  • Czym zajmuje się Wolontariusz/ka Szlachetnej Paczki
  • Jakie umiejętności powinien mieć wolontariusz w Szlachetnej Paczce
  • Jak wygląda wolontariat w Szlachetnej Paczce „od kuchni”
  • Czy Szlachetna Paczka pomaga patologicznym rodzinom
  • Czy Szlachetna Paczka jest anonimowa
  • Czy Szlachetna Paczka jest uczciwa i skuteczna

Przejdź od razu do sekcji:


Szlachetna Paczka to program społeczny organizowany przez Stowarzyszenie Wiosna od 2001 roku. Wolontariusze w całej Polsce odwiedzają rodziny („rodziną” może też być samotna osoba), aby dowiedzieć się jaka jest ich sytuacja i jakie mają potrzeby a następnie darczyńcy wybierają konkretną rodzinę, której chcą pomóc i w grudniu przed Świętami przygotowują dla niej paczki z pomocą materialną.

Pierwszy raz zostałam wolontariuszką w Szlachetnej Paczce w 2009 roku, w Warszawie w Śródmieściu. Zdecydowałam się na wolontariat, bo spodobała mi się idea tego projektu, czyli tzw. Mądra Pomoc. Obecnie Szlachetna Paczka nie mówi tak dużo o swojej idei, ale wtedy na ich stronie internetowej była cała zakładka poświęcona ich filozofii. Dowiedziałam się, że Szlachetna Paczka to nie jest po prostu pomoc materialna. To jest coś, co ma wyciągnąć ludzi z biedy. Ma im pomóc ruszyć i dać motywację do zmiany. Przeczytałam, że w mądrym pomaganiu nie chodzi o danie ryby i nie chodzi też o danie wędki. Bo sama wędka nie wystarczy, człowiek musi mieć jeszcze mentalność wędkarza. Z założenia Szlachetna Paczka ma być pomocą dużą, ale jednorazową, żeby nie uzależniać ludzi od otrzymywania pomocy i nie wywoływać w przyszłości postaw roszczeniowych. Trafiła do mnie ta idea.

Udział w Szlachetnej Paczce jako wolontariusz pokazał mi, że ta idea nie działa. Po spotkaniach z rodzinami, na których rozmawialiśmy o tym jak wygląda ich codzienność i dlaczego właśnie tak wygląda, wiedziałam, że udział w tym programie nie zmieni ich życia. Zobaczyłam, że Szlachetna Paczka nie zmienia mentalności, nie daje też wędki. Daje rybę, którą człowiek zjada i potem wraca do punktu wyjścia. Nie zawsze, bo są rodziny, u których Szlachetna Paczka zadziałała zgodnie z ideą, słyszałam o takich historiach od innych wolontariuszy, ale to są raczej wyjątki, a nie reguła. Odniosłam wrażenie, że bieda wielu rodzin wynika z takiej ogólnej niezaradności życiowej. Nie potrafią znaleźć pracy, nie potrafią odpowiednio zarządzać budżetem domowym, podejmują błędne decyzje finansowe i potem zmagają się z kredytami, których nie mogą spłacić… Wydaje mi się, że często to są osoby po prostu mało inteligentne, a to nie jest ich wina. Pomyślałam wtedy, że to, co naprawdę mogłoby takim rodzinom pomóc wyjść z biedy, to pomoc takiego jakby „przewodnika po życiu”. Musiałaby to być po prostu ogarnięta osoba, która na przykład nauczy obsługi komputera i internetu, żeby ułatwić znalezienie pracy, wytłumaczy jak działają kredyty, pomoże w planowaniu wydatków itp..

Drugi raz zostałam wolontariuszką w 2017 roku, w Warszawie na Mokotowie. Dowiedziałam się wtedy, że Szlachetna Paczka wprowadziła nowy program – Paczka Biznesu. Wolontariusze, po wcześniejszym przeszkoleniu, mieli uczyć ubogie osoby przedsiębiorczości i zarządzania finansami. To było właśnie to, o czym myślałam 8 lat wcześniej! Chciałam dołączyć do tego programu, ale poinformowano mnie, że nie można być wolontariuszem tylko w Paczce Biznesu, bo to działa w ten sposób, że wolontariusze, którzy normalnie odwiedzają rodziny przed Świętami, później mogą dalej z nimi pracować w ramach Paczki Biznesu. Dołączyłam więc do projektu i zaczęłam wykonywać takie same obowiązki jak te 8 lat wcześniej. W trakcie dowiedziałam się, że Paczka Biznesu właściwie dopiero startuje i tak naprawdę jeszcze nie wystartowała. Mówiąc wprost, nie ma takiego programu, mimo że do mediów już wypuścili informację, że jest.

W międzyczasie w Polsce został wprowadzony program 500+, który bardzo wyraźnie poprawił sytuację wielu rodzin, zwłaszcza wielodzietnych. Już w 2009 roku odwiedzając rodziny nie natknęłam się ani razu na tak poważną biedę, z jaką myślałam, że będę się spotykać. W 2017 roku znalezienie naprawdę ubogich było jeszcze trudniejsze. Nie mogliśmy jednak wszystkich rodzin wykluczać z programu, bo mieliśmy z góry narzucone, że co najmniej iluś tam rodzinom musimy pomóc, już nie pamiętam ilu. W rezultacie do programu trafiały rodziny, które żyły skromnie, ale nie były w jakiejś tragicznej sytuacji.

Podczas finału Szlachetnej Paczki w 2017 roku nasz rejon odwiedził w magazynie sam ksiądz Stryczek – prezes zarządu Stowarzyszenia Wiosna i współtwórca programu Szlachetna Paczka. Niedługo potem zakończył swoją działalność w Wiośnie, po tym jak na jaw wyszło, że stosuje mobbing wobec swoich pracowników. Teraz opowiada w wywiadach, że on jest niewinny i że obecny zarząd Stowarzyszenia chce go zniszczyć. Ja nie wierzę, że wszystko co w tamtym czasie wyszło na jaw jest zmyślone, żeby go zniszczyć, ale wtedy w magazynie zrobił na mnie dobre wrażenie. Rozmawialiśmy o tym, że trudno nam było dotrzeć do naprawdę potrzebujących, rozumiał to i widział potrzebę rozwinięcia programu Paczka Przygody. To program, w ramach którego wolontariusze mają odwiedzać rodziny spoza swojego rejonu i który, podobnie jak Paczka Biznesu, działał tylko na papierze. Cieszyło mnie, że ksiądz Stryczek zgadza się ze mną, że wystarczyłoby pojechać do wiosek 50 km od Warszawy i tam na pewno znaleźlibyśmy biedę.

Kolejny raz dołączyłam do Szlachetnej Paczki w 2025 roku. Kilka miesięcy wcześniej przeprowadziłam się do Wałbrzycha i spodziewałam się, że w tym rejonie może być więcej ubogich rodzin, niż w Warszawie. Rzeczywiście tak było. Odwiedziłam na przykład panią, która nie miała w domu wanny, prysznica ani ciepłej wody. Inna rodzina również nie miała ciepłej wody, nie miała też w ogóle ogrzewania w kuchni i łazience, a okna tak nieszczelne, że w łazience mieli temperaturę taką jak na zewnątrz. Widziałam nastolatkę, która była mega uszczęśliwiona, że dostała mgiełki do twarzy. W innej rodzinie kilkuletni chłopiec krzyknął z radości jak zobaczył zgrzewkę mleka. W Warszawie podczas dwóch edycji odwiedziłam w sumie kilkanaście rodzin i ani razu nie spotkałam się z tak złymi warunkami mieszkaniowymi i z tak dużą radością z takich małych rzeczy.

Jak wygląda wolontariat w Szlachetnej Paczce

1. Rekrutacja na Wolontariusza

Jeśli chcesz zostać wolontariuszem w Szlachetnej Paczce, w pierwszej kolejności musisz wypełnić formularz, który znajdziesz na stronie internetowej programu. Najlepiej zrobić to już latem, bo już wtedy zaczynają się przygotowania do akcji w danym roku. Po wypełnieniu formularza zostaniesz zaproszony na rozmowę kwalifikacyjną online. Podczas rozmowy możesz dostać pytania, dlaczego chcesz zostać wolontariuszem, co cię motywuje do pomagania, czy umiesz pracować w grupie, jak sobie radzisz z nawiązywaniem nowych znajomości i inne tego typu. Następnie dostaniesz do podpisania umowę wolontariatu, co również załatwia się przez internet. Ostatnim krokiem niezbędnym do rozpoczęcia działań jest zaliczenie kilkugodzinnego grupowego szkolenia. Poza tym należy przejść kilka e-learningów dostępnych w systemie informatycznym dla wolontariuszy.

2. Rozpoczęcie działań w Rejonie

Po przejściu szkolenia możesz zacząć działać w Rejonie, który wybrałeś. W przypadku dużych miast Rejonem jest dzielnica, kilka dzielnic albo część dzielnicy. W przypadku mniejszych, Rejon może obejmować również okoliczne miejscowości, np. w tym roku działałam w rejonie, który nazywa się Wałbrzych, ale odwiedzaliśmy rodziny także ze Szczawna-Zdrój, Boguszowa-Gorce, Mieroszowa.

Nad pracą Wolontariuszy czuwa Lider Rejonu, który również wykonuje swoją pracę bezpłatnie. Liczba wolontariuszy w rejonie może być różna, zależy ile się zgłosi. W Warszawie, w obu rejonach było nas kilkanaście osób. Byliśmy podzieleni na kilkuosobowe zespoły, z których każdy miał swojego Lidera Zespołu. Nie było oddzielnej rekrutacji na Lidera Zespołu, tak jak na Lidera Rejonu. Po prostu jakichś dwóch wolontariuszy musiało objąć tę funkcję. Zarówno w 2009 roku, jak i w 2017 roku brakowało chętnych na tę rolę w naszym rejonie, więc ja się zgodziłam. Jako Liderka Zespołu, poza spotkaniami z rodzinami, miałam też za zadanie poszukiwać potrzebujących rodzin razem z Liderką Rejonu, co robiliśmy kontaktując się ze szkołami, MOPSami i innymi instytucjami. W międzyczasie kilka razy byliśmy w zespołach albo w ramach całego rejonu na spotkaniach integracyjnych, np. na kręglach albo w escape roomie.

W Wałbrzychu było w rejonie 25 wolontariuszy i nie byliśmy podzieleni na zespoły. Nie było żadnych spotkań integracyjnych, a jedynie spotkania organizacyjne, na których pojawiało się ok. 10 osób. Niektórych wolontariuszy pierwszy raz widziałam na finale akcji. W Warszawie czułam, że pracujemy w zespole, że robimy to wszystko razem, w Wałbrzychu natomiast nie miałam poczucia, że jesteśmy zespołem. Czułam się jak pracownik, który ma wykonywać polecenia swojego szefa – Lidera Rejonu i tyle.

3. Spotkania z Rodzinami

Osoby zgłoszone do programu zawsze odwiedza się we dwójkę. Jedna osoba jest tzw. Wolontariuszem Głównym – to on umawia spotkanie, potem przygotowuje opis historii rodziny do bazy internetowej, a w późniejszym czasie kontaktuje się z darczyńcami. Druga osoba – Wolontariusz Towarzyszący ma za zadanie przede wszystkim towarzyszyć na spotkaniu oraz ewentualnie pomagać w razie jakichś trudności.

W poprzednich edycjach dobieraliśmy się w pary w ramach naszych kilkuosobowych zespołów. W tym roku wyglądało to inaczej. Liderka Rejonu musiała przypisać w systemie od razu Wolontariusza Głównego i Towarzyszącego, to znaczy dostawałam maila, że zostałam przypisana do danej rodziny, czy jako Główny czy Towarzyszący i z kim mam się wybrać na spotkanie. Czasami okazywało się, że mamy rozbieżne grafiki i trudne albo nawet niemożliwe jest umówienie się razem, więc trzeba było kombinować, żeby znaleźć wspólny termin albo pisać do Liderki z prośbą o zmianę wolontariusza. Moim zdaniem lepiej to było zorganizowane we wcześniejszych edycjach.

Podczas spotkania z rodziną musimy zebrać informacje o tym, jak wygląda ich sytuacja, jakie są ich dochody i wydatki oraz jakie mają potrzeby. W tym celu korzystamy z przygotowanych odgórnie kwestionariuszy, na których robimy notatki. Zwykle jedna osoba prowadzi rozmowę, a druga notuje. Kwestionariusze zawierają wiele pytań, m.in. jak wygląda codzienność rodziny, co doprowadziło do trudnej sytuacji, co członkowie rodziny lubią robić, w czym są dobrzy, co doceniają w swoim życiu. Rozbudowana jest też część finansowa. Musimy zebrać dokładne informacje o dochodach, w tym o wszystkich rodzajach zasiłków, o wydatkach na mieszkanie, na prąd, na wodę, na leki, ewentualne kredyty itd.. W części o potrzebach prosimy rodzinę o wyszczególnienie trzech najważniejszych potrzeb. Z założenia te trzy potrzeby Darczyńca powinien spełnić, natomiast pozostałe w zależności od swoich możliwości. Pytamy też każdego członka rodziny jaki upominek chciałby dostać. Chodzi tu o małe rzeczy, z założenia do 100 zł, które nie są im niezbędne, ale sprawią im radość.

W teorii, wolontariusze nie powinni po prostu wypytywać pytanie po pytaniu, jakby byli urzędnikami, tylko powinni prowadzić swobodną rozmowę. W praktyce, nie każdy to potrafi. Bywa, że członek rodziny odpowiadając na jedno pytanie, przy okazji odpowie na pytanie, które mamy w kwestionariuszu dalej i wolontariusz potem niepotrzebnie pyta o coś, co już zostało powiedziane. Niektóre pytania nie mają sensu w sytuacji danej rodziny i możemy je pominąć, ale wolontariusz nie pomija. Nie ma się co dziwić, że tak to wygląda. Wolontariusze mają różne wykształcenie i różne umiejętności i kilkugodzinne szkolenie oraz e-learning to za mało, żeby każdego nauczyć jak dobrze przeprowadzić taką rozmowę. Wiele osób nabiera wprawy z czasem. Jeśli więc myślisz o zostaniu wolontariuszem, ale boisz się, że nie dasz rady na spotkaniu z rodzinami, to nie martw się. Jest dużo osób, które nie robi tego idealnie :)

Po spotkaniu Wolontariusze, czasami w porozumieniu z Liderem Rejonu podejmują decyzję, czy włączyć daną rodzinę do Szlachetnej Paczki. Mogą też dodatkowo włączyć ją do jednej z Paczek Wsparcia Specjalistycznego. Obecnie jest to Paczka Medyczna, Paczka Prawna, Paczka Wsparcia dla Rodzin Dotkniętych Uzależnieniem oraz Paczka Doradztwa Budowlanego i Termomodernizacji. Paczki Biznesu nadal nie ma ;) Paczki Wsparcia Specjalistycznego to kontakt ze specjalistą z danej dziedziny. Szlachetna Paczka ma pewną grupę wolontariuszy-specjalistów i jeśli rodzina zostanie włączona do danej Paczki, być może zostanie skontaktowana z odpowiednim specjalistą. „Być może”. Nie wiem w praktyce jak często się to udaje. Można też włączyć Rodzinę tylko do Paczki Wsparcia Specjalistycznego, a wyłączyć ją z pomocy materialnej.

Decyzja o włączeniu lub wyłączeniu danej Rodziny podejmowana jest na podstawie wysokości dochodu na osobę oraz w oparciu o ideę mądrej pomocy. Rodzina, która była już beneficjentem Szlachetnej Paczki i nie poprawiła swojej sytuacji, mimo że obiektywnie mogłaby, nie powinna być włączana ponownie. Wyklucza się też rodziny, jeśli na spotkaniu wolontariusze wykryli, że członek rodziny kłamie, jeśli ktoś ma roszczeniową postawę, tzn. jest przekonany, że pomoc mu się należy albo wymienia nieuzasadnione potrzeby.

W internecie można znaleźć opinie, że rodziny, które otrzymują pomoc to tzw. patologia – alkoholicy, nieroby itp.. W teorii takie rodziny nie powinny być włączane do Szlachetnej Paczki, ale w praktyce pewnie czasem taka rodzina się prześlizgnie. W tym roku do programu zostało włączonych prawie 20 tysięcy rodzin i pracowało nad tym 13 tysięcy wolontariuszy. Przy takiej skali programu niemożliwe jest, żeby nie było takich sytuacji, jednak są to wyjątki.

Można też znaleźć opinie, że potrzebujący są roszczeniowi i za dużo chcą. Ja osobiście dwa razy miałam sytuację, że wolontariuszka, z którą byłam na spotkaniu i która przeprowadzała wywiad, sama wmawiała rodzinie potrzeby. „A czy przyda się pani to, a czy przyda się tamto, a czy przyda się toster a czy przyda się gofrownica”. Serio, jedna z nich zasugerowała toster i gofrownicę i nawet chciała wpisać taki sprzęt jako jedną z głównych potrzeb. Co gorsze, z obiema wolontariuszkami próbowałam porozmawiać po spotkaniu i obie nie przyjmowały moich argumentów, że nie powinniśmy tak robić, tylko były przekonane, że właśnie tak powinniśmy, bo ludzie się wstydzą mówić o swoich potrzebach. Zgadza się, niektórzy się wstydzą i czasem trzeba trochę bardziej wypytać, żeby się dowiedzieć co w danym domu jest potrzebne, ale trzeba to robić z wyczuciem, a nie wymyślając potrzeby za nich. Na pewno są też osoby, które same z siebie wymieniają dużo rzeczy, które chcą dostać, mówiąc, że są im niezbędne i wolontariusze wpisują to do arkuszy bez zastanowienia, czy jest to uzasadnione. Ja jednak w żadnej z trzech edycji nie trafiłam na taką rodzinę.

4. Publikacja opisu Rodziny w internecie

Spotkanie z rodziną zwykle trwa 1-2 godziny. Następnie trzeba przepisać notatki do systemu oraz stworzyć opis, który pojawi się w internecie, co zwykle zajmuje kolejną mniej więcej godzinę. Tworząc opis, zmieniamy imiona członków rodziny i nie podajemy nazwisk, adresu ani innych szczegółów, po których ktoś mógłby rozpoznać opisywaną rodzinę. Opis, zanim zostanie opublikowany, musi przejść przez ręce Specjalisty ds. Opisów oraz Audytora. W teorii powinni oni sprawdzać, czy opis jest zrobiony zgodnie z kryteriami, poprawiać ewentualne błędy stylistyczne czy interpunkcyjne, ale nie powinni zmieniać sensu. W praktyce, zdarzyło mi się, że jeden z „opisowców” tak „poprawił”, że zmienił sens tego co napisałam. Zdarzyło się też, że opis „mojej” Rodziny został opublikowany z literówką i to nie była moja literówka, tylko zrobiona przez którąś z osób sprawdzających tekst. Generalnie uważam, że bardzo dobrze, że są osoby, które zajmują się korektą tekstów, bo jakby szło do internetu wprost to, co napisze Wolontariusz, to w niektórych przypadkach wyglądałoby to naprawdę słabo, ale niestety proces sprawdzania nie działa idealnie ;)

Baza z historiami Rodzin zostaje upubliczniona w połowie listopada, ale nie jest to baza pełna. W tym okresie niektóre rodziny czekają nadal na spotkania z wolontariuszami, a niektóre opisy są w trakcie pisania albo sprawdzania. W tym okresie wciąż też wpływają zgłoszenia kolejnych potrzebujących. Niektóre Rodziny trafiają do bazy dopiero na kilka dni przed finałem akcji i takie oczywiście mają mniejszą szansę na trafienie na darczyńców, którzy spełnią wszystkie ich potrzeby. Dlatego, jeśli masz wśród znajomych albo sąsiadów rodzinę albo osobę w trudnej sytuacji, która według ciebie powinna zostać włączona do Szlachetnej Paczki zgłoś ją najlepiej już w okresie sierpnia-października. Jak zgłosić, znajdziesz na stronie www.szlachetnapaczka.pl/jak-zglosic-rodzine-do-szlachetnej-paczki/

5. Kontakt z Darczyńcą

Po wybraniu Rodziny przez Darczyńcę, Wolontariusz dostaje maila z danymi Darczyńcy. Musi skontaktować się z nim, żeby wybadać, czy pomoc rzeczywiście trafi do potrzebujących i ewentualnie odpowiedzieć na jego pytania. Ja miałam szczęście i w żadnej z trzech edycji Szlachetnej Paczki nie miałam żadnych problemów z darczyńcami. Wszyscy byli odpowiedzialnymi, zaangażowanymi ludźmi i postarali się, aby przygotować jak najlepszą pomoc. Wiem jednak, że nie zawsze tak to wygląda. Zdarza się, że ktoś wypełnia formularz zgłoszeniowy Darczyńcy, a potem nie odbiera telefonów ani nie odpowiada na maile. Niektórzy zgłaszając się nie wiedzą tak naprawdę na co się piszą i w rozmowie z nimi wychodzi, że nie będą w stanie spełnić nawet części wymienionych potrzeb. W takiej sytuacji trzeba poprosić, żeby wybrali Rodzinę o mniejszych potrzebach albo wsparli inną inicjatywę a ta historia wraca do bazy. Najgorsze są osoby, które zapewniają, że wszystko będzie i dopiero tuż przed finałem, jak już jest za późno, żeby znaleźć innego Darczyńcę, mówią, że jednak nic nie będzie albo nic nie mówią, po prostu kontakt się urywa. Trzeba być bardzo nieodpowiedzialnym człowiekiem, żeby takie coś odwalić, na szczęście nie są to częste sytuacje, ale są. Czasami kończą się tym, że Wolontariusze się zrzucają i na ostatnią chwilę starają się przygotować pomoc dla takiej Rodziny.

Piszę Darczyńca w liczbie pojedynczej, ale tak naprawdę to nie są pojedyncze osoby. W tym roku średnia wartość Paczki wyniosła 4200 zł i przygotowywało ją średnio 27 osób. W poprzednich dwóch edycjach, w których brałam udział nie były to aż tak duże Paczki. W tamtych latach potrzebujący otrzymywali głównie żywność, środki czystości, odzież i tylko niektórzy większe rzeczy, typu sprzęt AGD albo meble. Dostarczenie Paczki było więc łatwe, darczyńcy musieli po prostu przywieźć pudła do magazynu.

W tym roku prawie wszystkie Rodziny z naszego rejonu miały wielkogabarytowe potrzeby (tona węgla, kuchenka, pralka itp.) albo inne niestandardowe (np. imienny voucher na fizjoterapię) i miały Darczyńców, którzy chcieli te potrzeby spełnić. Duże sprzęty najlepiej jest dostarczyć firmą kurierską bezpośrednio do domu potrzebującego, ale darczyńcy nie mogą poznać danych osobowych obdarowanych. Mój kontakt z Darczyńcami nie ograniczał się więc do jednego, czy dwóch telefonów. Z każdym z nich miałam do załatwienia przynajmniej jedną kwestię logistyczną.

6. Finał – Weekend Cudów

Finał akcji, zwany Weekendem Cudów przypada co roku na połowę grudnia. To wtedy Darczyńcy przywożą Paczki do magazynów w danym rejonie, a Wolontariusze rozwożą je do Rodzin.

Wolontariusze odwiedzają beneficjentów programu we dwójkę, ale nie zawsze jest to ta sama dwójka osób, która wcześniej była u danej Rodziny. Musi być przynajmniej jedna osoba, która już poznała członków tej rodziny i najlepiej, żeby był to Wolontariusz Główny, ale w praktyce różnie bywa. W Weekend Cudów sprawy dzieją się dynamicznie.

Reakcja potrzebujących na otrzymaną pomoc jest różna. Nie zawsze są to łzy wzruszenia, tak jak to przedstawia Szlachetna Paczka w swoich mediach. Z moich doświadczeń, często jest to krępująca sytuacja dla obdarowanych. Nie wiedzą co powiedzieć, bo czują, że „dziękuję” to za mało i czują się niezręcznie rozpakowując prezenty na oczach wolontariuszy, którzy patrzą na ich reakcję. Spośród tych, których ja odwiedzałam wszyscy byli wdzięczni, ale nie wszyscy wyrażali swoją radość w entuzjastyczny sposób. Zauważyłam też, że często to, co daje największą radość, to te drobne upominki, o które pytamy na koniec wywiadu. Otrzymanie takiego prezentu pokazuje im, że ktoś chciał nie tylko zadbać o ich podstawowe życiowe potrzeby, ale też pomyślał o nich jak o kimś bliskim i postarał się, aby zwyczajnie sprawić przyjemność.

O niemiłych sytuacjach z wręczenia paczek wiem tylko z opowieści. Zdarza się, że obdarowani nie wyrażają wdzięczności, tylko niezadowolenie, bo czegoś nie dostali. Zdarza się też, że darczyńcy pakują do paczek stare, zniszczone rzeczy, których miejsce powinno być na śmietniku, a nie w paczce z pomocą. Dobrze, że są to nieliczne zdarzenia.

Wręczenie Paczek to jeszcze nie koniec zadań Wolontariusza. Ostatnim jego zadaniem jest napisanie relacji z ich wręczenia, która zostanie wysłana na maila do Darczyńcy. Relacje również przechodzą przez korektę „opisowca” i audytora i w tym przypadku też mi się zdarzyło, że moje słowa zostały przekręcone i do Darczyńcy poszło nie do końca to co chciałam powiedzieć.

Ile czasu zajmuje wolontariat w Szlachetnej Paczce?

Jeśli myślisz o zaangażowaniu się w tę akcję, musisz mieć świadomość, że nie jest to jednorazowa pomoc, tylko kilkutygodniowa praca. Ja w tym roku byłam u trzech rodzin jako Wolontariusz Główny i u czterech jako Towarzyszący. Poświęciłam na to w sumie ok. 45 – 50 godzin, od września do grudnia, z czego najwięcej pracy było w ostatnich tygodniach. Wliczam w ten czas wszystko: szkolenia, spotkania z rodzinami oraz spotkania organizacyjne, kontakt z darczyńcami, z innymi wolontariuszami, pisanie opisów, wprowadzanie poprawek do opisów, czas spędzony w magazynie itp..

Liczba rodzin, jaką odwiedza wolontariusz nie zawsze jest taka jak u mnie. Niektórzy odwiedzają ich więcej, niektórzy mniej, w zależności od swoich chęci i możliwości oraz od tego, ile jest wolontariuszy i ile jest zgłoszeń rodzin w danym rejonie. Możesz ustalić na początku z Liderem Rejonu, na ile rodzin masz zasoby czasowe i jeśli to będą powiedzmy dwie, to wiadomo, że spędzisz na pracy mniej czasu niż ja. Szkolenia jednak będziesz musiał przejść, na spotkaniach organizacyjnych wypada się pojawiać i przede wszystkim w Weekend Cudów wypada być dyspozycyjnym.

Czy Szlachetna Paczka to dobry program społeczny?

Mimo swoich wszystkich niedociągnięć, uważam, że jest to naprawdę dobry program. Imponujące jest, że program mający tak dużą skalę oparty jest na pracy wolontariuszy. Stowarzyszenie Wiosna zatrudnia tylko pracowników do działu administracji, marketingu, IT, księgowości itp.. Natomiast osoby spotykające się z potrzebującymi, Liderzy Rejonów, Specjaliści ds. Opisów, Audytorzy, Szkoleniowcy – to są wszystko ludzie, którzy wykonują swoją pracę bezpłatnie, w swoim wolnym czasie. Co więcej, nie jest to praca łatwa, jak na przykład zbieranie pieniędzy do puszek WOŚP. Wolontariat w Szlachetnej Paczce wymaga wielu umiejętności, zwłaszcza miękkich, ale też umiejętności redagowania tekstów.

Nie wszystko w Szlachetnej Paczce działa tak jak powinno. O kilku kwestiach wspomniałam, ale nie o wszystkich ;) Biorąc jednak pod uwagę, że to wszystko jest oparte na pracy wolontariuszy, to i tak jestem pod wrażeniem, że jakoś trzyma się to kupy :)

Loading

Jeśli uważasz, że ten artykuł jest przydatny, możesz podziękować mi, kupując symboliczną kawę. Postaw mi kawę na buycoffee.to Dziękuję :)