Stromy i długi szlak z niesamowitymi widokami na otaczające góry i stawy. Warto zobaczyć!

Rysy od polskiej strony

Najlepszym punktem startowym na wycieczkę na Rysy jest schronisko nad Morskim Okiem, niestety bardzo oblegane. Ja, wybierając się na ten szczyt, nocowałam w schronisku w Dolinie Roztoki. Zadzwoniłam dwa dni wcześniej i wciąż mieli wolne miejsca na noc z niedzieli na poniedziałek.

Wyruszyłam na szlak o 5 rano, bo na popołudnie zapowiadali burze. Z lekką obawą, czy nie natrafię na jakiegoś niedźwiedzia przeszłam ze schroniska krótką ścieżką do szlaku prowadzącego nad Morskie Oko. To dosyć nudny szlak. 6 km (z parkingu w Palenicy Białczańskiej 9 km) szerokiego asfaltu, głównie w lesie. Można go pokonać bryczką konną, ale ja nie miałabym sumienia męczyć tych zwierząt. Poza tym w góry się jeździ, żeby po nich chodzić ;)

schronisko w dolinie roztoki

Szlak zaczyna się robić ciekawy po dojściu nad Morskie Oko. Ten największy staw w Tatrach jest zawsze pełny turystów. Poza wczesnymi godzinami ;) O 7 rano miałam okazję zobaczyć jego piękno w spokoju i pustce.

morskie oko, tatrzański park narodowy

Dalej szlak prowadzi do Czarnego Stawu pod Rysami, gdzie z Morskiego Oka można dotrzeć w ok. 1 godzinę. Później zobaczysz niesamowity widok z góry na oba stawy.

widok z rysów, tatry

Przy Czarnym Stawie zaczyna się najbardziej wymagająca część szlaku. Z tego miejsca są na szczyt ok. 3 km odległości i 900 m przewyższenia, więc dosyć stromo.

Ja byłam tam na początku lipca i miejscami wciąż leżał śnieg, ale sprzęt zimowy nie był potrzebny.

szlak na rysy od polskiej strony

Większość szlaku to wąska ścieżka z kamieni. Na wysokości ok. 2200 m zaczyna się najbardziej trudny fragment, ubezpieczony łańcuchami. Jeśli nie masz doświadczenia na takich szlakach albo masz lęk wysokości, pewnie przysporzy ci on sporo trudności i stresu. Nie jest to jednak najtrudniejszy szlak w Tatrach. Jeśli chcesz zdobyć doświadczenie w chodzeniu po szlakach ubezpieczonych łańcuchami, to myślę, że możesz zacząć właśnie od Rysów.

Żałuję, że nie mam zdjęć, żeby pokazać, jak wygląda ten fragment szlaku, ale byłam zbyt zmęczona, żeby je robić… Bolała mnie głowa, miałam nudności i byłam tak słaba, że musiałam się zatrzymywać co kilka kroków. Co chwilę ktoś mnie wyprzedzał, a ja się zastanawiałam, czy szybciej zwymiotuję czy zemdleję. I czy to jest choroba wysokościowa, czy mam po prostu za słabą kondycję, albo może za mało wypiłam albo za mało zjadłam…? Nigdy wcześniej nie czułam się tak podczas wędrówek po górach.

Na szczęście nie zanosiło się na burzę, więc miałam czas iść powoli. W końcu, ok. 12, dotarłam na szczyt. Ludzi było sporo, mimo że chciałam uniknąć tłumów, dlatego wybrałam się tam poza weekendem.

szczyt rysów, tatry

Spędziłam pół godziny na szczycie, odpoczęłam, zjadłam, napiłam się i wciąż było mi niedobrze. Musiała to być więc choroba wysokościowa. Byłam zaskoczona reakcją mojego organizmu, bo przecież 2500 m to nie tak wysoko… Poczułam się lepiej, kiedy zeszłam ok. 200 m a na wysokości ok. 2000 m wszystkie objawy odeszły. Zakończyłam wycieczkę w Palenicy, całość zajęła mi 14 godzin i była to jedna z moich najbardziej wyczerpujących wycieczek po górach.

Rysy od słowackiej strony

Wejście od słowackiej strony jest technicznie znacznie łatwiejsze. Na jednym krótkim fragmencie ubezpieczonym łańcuchami niedawno zostały zamontowane schody, więc teraz praktycznie nie ma tam trudności. Oczywiście spaść i tak można, ale jeśli nie kręcą cię łańcuchy i ekspozycja, a chcesz na własne oczy zobaczyć jak świetne są widoki ze szczytu Rysów, to polecam wybrać się od tej strony. Przenocować można w schronisku nad Popradzkim Stawem, skąd na szczyt są ok. 3,5 godziny albo w schronisku pod Rysami, zaledwie 1h od szczytu. Rekomenduję pierwszą opcję, chyba że nie przeszkadza ci brak łazienki. Jeśli masz dobrą kondycję, to możesz też wyruszyć ze Szczyrbskiego Plesa.

Idąc od słowackiej strony warto też pamiętać o ubezpieczeniu od akcji ratowniczych i o tym, że od listopada do połowy czerwca szlak jest oficjalnie zamknięty.

Poniżej pare zdjęć ze szlaku od polskiej strony. Od słowackiej akurat szłam w chmurach i deszczu, więc nie mam nic ładnego do pokazania :(