Co pewien czas ktoś ginie albo doznaje poważnych urazów, bo wspinając się na ściance wspinaczkowej, zapomniał się wpiąć do automatu do asekuracji (np. trublue). Jak to się dzieje, że doświadczeni wspinacze zapominają o tak prostej i niezwykle istotnej czynności? Co możemy zrobić, żeby uchronić się przed popełnieniem takiego błędu?
Spis treści:
- Co to są automaty do asekuracji?
- Wypadki na automatach to nie rzadkość
- Przyczyny wypadków na automatach do asekuracji
- Jak zapobiegać wypadkom na automatach do asekuracji?
Co to są automaty do asekuracji?
Jest to system, który umożliwia wspinanie na ściance wspinaczkowej bez asekuranta – osoby. Wspinacz wpina karabinek od specjalnej taśmy do swojej uprzęży i po dojściu do topu albo jeśli odpadnie, jest powoli opuszczany na taśmie. Niektórzy mówią na to trublue, bo tak nazywa się najbardziej popularny system tego typu. Inni nazywają to zwijakami, rolerami albo wyciągarkami. Po angielsku jest to autobelay, więc po polsku najbardziej adekwatną nazwą byłaby autoasekuracja.
Automaty są świetnym narzędziem dla osób początkujących. Często widuję na ściankach wspinaczkowych grupy znajomych, którzy widać, że są pierwszy raz na ściance i na pewno nie wiedzą jak się asekuruje wspinacza. Dzięki autoasekuracji mogą wspólnie się pobawić i zapoznać ze wspinaczką bez przechodzenia kursu asekuracji albo płacenia instruktorom za asekurowanie. Jest to też super narzędzie treningowe dla doświadczonych wspinaczy, którzy akurat nie mieli z kim przyjść na ściankę. Automaty wykorzystuje się też w dyscyplinie wspinaczkowej, jaką jest wspinaczka na czas. W zawodach we wspinaniu na czas zawsze korzysta się z automatów a nie ludzi, bo człowiek nie byłby w stanie tak szybko wybierać liny.
Wypadki na automatach to nie rzadkość
Zaskakująco często zdarza się, że wspinacz zapomina wpiąć się do taśmy i nie wiedząc o tym, wspina się na żywca. Nie zawsze kończy się to wypadkiem. Czasami wspinacz albo osoba postronna zauważy brak asekuracji i udaje się delikwentowi wyjść bez szwanku. Niestety czasem kończy się to śmiercią.
Poniższa rolka przedstawia trzy przypadki niewpięcia się do automatu. W pierwszym chłopak miał niewiarygodne szczęście, bo inna osoba go uratowała łapiąc w locie! W drugim przypadku chłopak trenujący na ścianie do czasówek spadł z samej góry, ale cudem przeżył. W trzecim przypadku, doświadczona wspinaczka zmarła.
O tym, jak często zdarzają się takie sytuacje pisał też na swoim profilu na Facebooku właściciel dwóch wrocławskich ścianek wspinaczkowych.
Wklejam fragment jego wypowiedzi:
Znowu powracamy z tematem… niestety ponownie. Tym razem wiadomość jest szczególnie tragiczna – na ścianie naszych Przyjaciół ze Słowacji na wskutek upadku z dużej wysokości zginęła Wspinaczka RIP.
Oczywiście( smutne że używam tego słowa oczywiście) wspinaczka miała się odbywać z użyciem autorolera,nawijaka ..zwał jak zwał. I oczywiście korzystająca nie wpięła się do taśmy. W odpowiedzi-wszelakie informacje, płachty nie zrobiły wrażenia. Dziewczyna wspinała się regularnie, umiała , wiedziała ,potrafiła, była po kursie itd.. Wiec co jest nie tak??? Zapominamy , nie pamiętamy? Czy ten system jest aż tak zawodny? Urządzenia działają-Producenci zapewniają.
Klient(celowo używam tego słowa zamiast Wspinacz) wymaga…. Ileż razy słyszymy..a oni maja więcej… a gdzieś tam to maja nascie… i za każdym razem spoglądamy sobie w oczy i zadajemy pytanie powiesić tego więcej? Zwiększyć prawdopodobieństwo WASZEGO błędu. Czy może dać sobie z tym spokój. W odpowiedzi pada (najczęściej) jakąś fotokomórkę zamontujcie…. hmmm fotokomórkę na co? na zdrowy rozsądek. Na podstawy bezpieczeństwa – czyli dopięcie się do asekuracji?
Z wielka uwagą śledzę wszelakie wypadki i incydenty które dzieją się z użyciem rolerów. I ze strachem spoglądam na to że jest ich nie mało. I schemat działania jest zawsze taki sam- zapomniałem się przypiąć i wspinam się na żywca( bez asekuracji,żargon) Dalej – co o wiele bardziej szokuje – Wspinający bez żadnej auto kontroli „bierze Blok” siada w uprzęży i …no własnie nikt bloku nie daje. Spada w dół!!
Naszym Instruktorom(Anita , Renia ,Beniu Jesteście WIELCY!!) udało sie już uratować pięć razy zdrowie/życie – w porę zauważyli . Zatrzymali wspinaczkę. Jeden ze Wspinaczy był już na samej górze przy łańcuchu – na szczęście nie spanikował…a Beniu zadziałał błyskawicznie.
[…]
Jeszcze raz upraszamy o asekurowanie się! O wyrobienie w sobie nawyku: wpiąłem -sprawdzam. Idę – sprawdzam. Biorę blok – sprawdzam! To Wasze zdrowia i życia.
smutna statystyka:
– Słowacja : dwa wypadki śmiertelne
połamanych nóg kilka
– Czechy : jeden wypadek śmiertelny
połamanych nóg kilka
– Polska: połamane nogi kilka
uszkodzony kręgosłup
to tak ostatnie dwa lata…..
Paweł Pablo Sikorski Instruktor Wspinaczki , Szef Instruktorów CW Tarnogaj, Przedstawiciel/Szef Projektu Firmy TR-Walls ( budowa ścian wspinaczkowych) a przede wszystkim Twój Kolega Wspinacz! dziś o kilka lat starszy…
Przyczyny wypadków na automatach do asekuracji
Jak to możliwe, że można zapomnieć się wpiąć? Ja to zrozumiałam, czytając relacje osób, które popełniły taki błąd i udało im się to przeżyć. Można zauważyć w takich relacjach powtarzające się mechanizmy.
W poniższym filmie kobieta, która przeżyła wypadek spowodowany niewpięciem się do autoasekuracji, szczegółowo opisuje jak to się stało.
Mówi, że tego dnia bardzo dużo się działo, myślała o różnych sprawach. Na koniec dnia poszła na ściankę, aby potrenować na automatach. Do czasu wypadku spędziła na ściance już około godziny wspinając się bez przerwy, więc była już zmęczona. Miała już kończyć trening, ale zobaczyła jak ktoś pokonuje na jednej z dróg miejsce, z którym ona miała problem. Dzięki temu dowiedziała się, jak trzeba przejść to miejsce i nie myśląc o niczym innym poza tym jednym ruchem, który musi zrobić, poszła na tą drogę i zaczęła się wspinać, nie przypinając się do automatu. Szczęśliwie, nie udało jej się przejść tej drogi. Odpadła przed topem, dzięki czemu przeżyła.
Widać tu więc trzy kwestie, które złożyły się na błąd. Po pierwsze, głowa zawalona różnymi sprawami z całego dnia. Po drugie, zmęczenie treningiem. Po trzecie, zafiksowanie się na myślach o pokonaniu drogi.
W komentarzach pod tym filmem wiele osób przyznaje, że też zdarzyło im się zapomnieć o autoasekuracji. Niektórzy wyjaśniają dlaczego popełnili taki błąd.
Zdarzyło mi się dzisiaj. Byłem maksymalnie zestresowany cały tydzień, poszedłem wspinać się ekstremalnie skupiony, zrobiłem całą drogę do końca ściany, zanim zauważyłem, że w ogóle nie byłem wpięty. @connorshoree
Jest to więc podobny mechanizm psychologiczny, co w poprzednim przykładzie. Na błąd złożył się stres i zmęczenie codziennymi sprawami oraz zafiksowanie na wspinaniu.
[…] Wpadłem w pewien mindset i musiałem wykonywać ruchy. Na 3/4 wysokości drogi 5.11 spojrzałem w dół i zdałem sobie sprawę, że się nie wpiąłem. […] Byłem w tym flow poruszania się w górę i robienia ruchów. Wszystko inne było drugorzędne. Jak tunelowe widzenie. Teraz sprawdzam wszystko podwójnie, potrójnie! @PeterMillette-g1e
To, co opisuje powyższy wspinacz, w psychologii nazywa się stanem flow. Po polsku czasem mówi się o stanie przepływu albo uskrzydlenia. Jest to stan pełnej koncentracji na wykonywanym zadaniu, kiedy nic innego się dla nas nie liczy, o niczym innym się nie myśli, tylko o zadaniu, które się wykonuje. A tak właściwie o zadaniu też się nie myśli. W takim stanie po prostu się działa. Sportowcy, którzy wchodzą w taki stan często właśnie będąc w takim stanie osiągają najlepsze rezultaty. Ale, jak widać, nie jest dobrze być w takim stanie, kiedy trenujemy na automatach, bo może to prowadzić do zapomnienia o asekuracji.
Możemy o niej zapomnieć też wtedy, jeśli nie jesteśmy maksymalnie skupieni na wspinaniu, ale przeciwnie. Jesteśmy rozproszeni, bo na przykład przy okazji słuchamy podcastu.
Kilka lat temu wspinałem się na automatach i potrzebowałem kilku minut przerwy. Wypiąłem się i zapomniałem ponownie wpiąć, ponieważ byłem zmęczony i rozproszony podcastem.[…] @angrypacman
Zauważcie, że przyczyną błędu było nie tylko słuchanie podcastu, ale też jednoczesne zmęczenie. Wypadki, nie tylko we wspinaniu (dużo czytałam też o lotnictwie a zwłaszcza skokach spadochronowych) bardzo często spowodowane są nałożeniem się kilku czynników.
Inna przyczyna, która sprawia, że konieczność przypięcia się może umknąć naszemu mózgowi, to sytuacje, kiedy coś nas wyciąga ze schematu „wpinam się, wspinam, zjeżdżam, wypinam” albo ze schematu „wspinam się, zjeżdżam, wspinam się, zjeżdżam”.
[…] Przewspinałem ok. 25 stóp i odpadłem na trudnym ruchu. […] Myślę, że to się zdarzyło, ponieważ początkowo byłem wpięty, ale zauważyłem, że zostawiłem woreczek z magnezją pod poprzednią drogą, więc poszedłem po niego i zapomniałem się ponownie wpiąć, kiedy wróciłem. Było to tym bardziej dziwne ze względu na fakt, że pracowałem na ściance wspinaczkowej… @mattrhodin7662
[…] Wypiąłem się między powtórzeniami, żeby pomóc pewnemu chłopakowi z jego ruchem i potem wróciłem pod ścianę nie myśląc. Byłem totalnie spompowany i nie myślałem jasno. […] @surikatga
Za bardzo cenne uważam też dwa poniższe komentarze:
To nie zdarza się tylko na autoasekuracji. Mam 68 lat, wspinam się od ponad 50 lat, sprawdzanie bezpieczeństwa stało się już nawykiem. Ale tak, kilka dni temu byłem w skałkach z moim partnerem i nie wiem dlaczego, zacząłem się wspinać bez przywiązania liny. Może skupienie na kluczowym ruchu, nieważne. Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło. Dlatego nie lubię wspinać się sam, z wyjątkiem boulderingu. Mój partner od razu mnie zawołał z powrotem i zdaliśmy sobie sprawę, że pominęliśmy nasze zwykłe wzajemne sprawdzenie. Nic się nie stało, ale dostaliśmy lekcję, żeby zawsze być czujnym i zwracać na siebie uwagę. Ta zasada może zresztą znaleźć zastosowanie także w zwykłym życiu. @harrybo670
Też miałem wypadek, jak opisany tutaj. To, co jest zdumiewające, to że robisz coś poprawnie tysiąc razy albo nawet więcej (zawsze sprawdzasz i to podwójnie), a potem pewnego dnia przytrafia się to właśnie tobie. Pewnego dnia wszystko, co może pójść nie tak, idzie nie tak. Tego właśnie zawsze się obawiam. Człowiek naprawdę potrafi popełnić najbardziej nieprawdopodobne błędy. I to nie tylko podczas wspinania. @eugengspon
Instruktorzy wspinaczkowi dużo mówią o konieczności wyrabiania sobie nawyków. Żeby zawsze przed wspinaniem z liną sprawdzać się nawzajem z partnerem. Żeby zawsze wiązać węzeł na końcu liny, nawet jeśli jesteśmy pewni, że tu, gdzie akurat się wspinamy, na pewno liny nie zabraknie. Żeby zawsze upewniać się, że wpięliśmy się do automatu. Niektórzy zalecają, żeby po wpięciu zawsze obciążyć taśmę od automatu albo nawet wejść na 1m i zeskoczyć.
Zgadzam się, że nawyki są ważne, ale nie zawsze uchronią one przed popełnieniem błędu. Może się zdarzyć, że nawet jeśli mamy nawyk, to pewnego dnia coś się stanie w naszym mózgu, że tym razem jednak tej czynności nie wykonamy.
Spójrzcie teraz na jeszcze jedną relację, dosyć nietypową.
Jestem doświadczonym wspinaczem, nie jestem lekkomyślny ani skłonny do wypadków, ale i mnie przytrafił się zły dzień. Moja ścianka nakręciła sporo problemów boulderowych na nadchodzące zawody, ale jeszcze nie zdjęła otaczających je dróg na autoasekuracji. Bouldering nie jest zwykle moją bajką […], ale i tak spróbowałem jednego z łatwiej wyglądających problemów. Udało mi się go zrobić za pierwszym razem, ale zamiast zeskoczyć albo zejść, mój mózg się pomylił i sięgnąłem po chwyt na trudnym projekcie, który niedawno dobrze opanowałem. Kontynuowałem w górę na autopilocie, doszedłem na samą górę na wysokości 28 stóp, a potem, nie zauważając, że nie jestem wpięty, złapałem linę obiema rękami jak zwykle i skoczyłem. Lina szybko przesunęła się przez moje dłonie, poparzyła je i w ogóle nie wyhamowała upadku. […] @joelubich1017
Nietypowe jest tu to, że ścianka wspinaczkowa nakręciła drogi boulderowe na fragmencie ściany, na którym normalnie wspina się na automatach. Dla niezaznajomionych – bouldering to wspinaczka na niskich ścianach (ok. 3-4 metry), na których nie używa się liny, tylko materace. Normalnie na ściankach wspinaczkowych wydzielona jest odrębna część tylko do boulderingu. Nie spotkałam się z tworzeniem dróg boulderingowych na wysokich ścianach przeznaczonych na codzień do wspinania z liną albo na automatach. Przykład ten dobrze jednak pokazuje jak działa ludzki mózg. Mimo że tym razem w tym miejscu uprawiał bouldering, jego mózg wszedł w tryb „jestem tutaj, czyli mam asekurację”.
Kolejny przykład tłumaczy, jak to się dzieje, że wspinacze czasami nie zwracają uwagi na płachty, do których przyczepiona jest taśma i nie przeszkadza im ona w rozpoczęciu wspinaczki na żywca.
Mnie też to spotkało kiedyś, na szczęście zorientowałem się już po pierwszym chwycie, ale strach był potworny, bo równie dobrze mogłem kontynuować drogę, niczego nie zauważając. W moim przypadku na początku była co prawda płachta od autoasekuracji, ale wspinałem się drogą po jej lewej stronie, która nie była dokładnie nią pokryta… Płachta zdecydowanie powinna być większa, tak mi się wydaje. Cóż, teraz zawsze zwracam na to uwagę, ale tak, wcale mnie nie dziwi, że zdarzają się wypadki, bo przy rutynie czasem zapomina się o pewnych rzeczach. To może przydarzyć się każdemu. @Furansowakun
Relacje osób, które nie wpięły się do automatu można przeczytać też w polskiej części internetu.
Jedna z nich pojawiła się jako komentarz pod jednym z postów profilu wspinanie.pl na Facebooku.
Jeśli mogę swoje 3grosze, w 2021 sam nie wpiąłem się, doszedłem do końca ściany, odpadłem do zjazdu i…zauważyłem ze nie jestem wpięty. Zawsze miałem procedurę…wpinam sie, puszczam, słyszę trzask zapięcia, sprawdzam drugi raz. Co zawiodło ten jeden jedyny raz…moja głowa. Byłem gdzie indziej głową, mój przyjaciel- piesek odchodził, w razie czego miałem na ławce telefon, którego nigdy nie brałem pod ściankę. Telefon zadzwonił na przedostatnim przejściu. Wypiąłem sie, sprawdziłem, pomyślałem- ostatnie przejście. No i było ostatnie. Idąc, mialem caly czas tasmę przed soba. Bylem 100% pewny ze jestem wpięty.Kto popełnił błąd? Ja – przede wszystkim. Czy mozna było zredukować moj błąd…tak, po pierwsze myśleć o każdym przejściu, do końca, jak zawsze. Koncentracja tu i teraz! Po drugie…gruby materac mógł uratować mi 'dupsko’, po trzecie człowiek lub 'coś’ co sprawdza i nie pozwala popełnić błędu. Pech chciał, że człowiek który zawsze byl obok, poszedł siku. Główny problem maszyn to błąd ludzki – brak koncentracji na robocie, no i brak partnera, który w razie W pusci zjebkę. Jacek Kotus
Widać tu te same mechanizmy, o których przeczytaliście już wyżej. Po pierwsze, głowa zajęta ważnymi stresującymi sprawami – w tym przypadku złym stanem psa. Po drugie, oderwanie się od schematu. Miał mózg w „trybie wspinania”, ale wypiął się, żeby sprawdzić kto dzwonił.
Pod innym postem na tym samym profilu wypowiada się osoba, która pracuje na jednej ze ścianek wspinaczkowych w Chinach.
[…] Zauważyliśmy ciekawą zależność, że wypadki nasilają się bardzo w miesiącu gdy nagle przychodzą upały — może jakiś neurolog się wypowie. Ola Przybysz
Wypowiem się ja – wspinacz i psycholog :) Upały nasilają zmęczenie i łatwo doprowadzają do odwodnienia, zwłaszcza jeśli przychodzą nagle, gdy organizm nie jest jeszcze przyzwyczajony do wysokich temperatur. Jest to nie tylko zmęczenie fizyczne. Wysoka temperatura prowadzi do rozszerzenia naczyń krwionośnych. W ten sposób organizm się chłodzi, ale jednocześnie sprawia to, że mniej krwi trafia do mózgu i przez to mózg gorzej pracuje. Upał może też powodować drażliwość, a to też prowadzi do spadku koncentracji.
Opisy sytuacji, gdy wspinacz nie wpiął się do automatu znajdują się też w mojej bazie wypadków i zdarzeń wspinaczkowych. Oto fragment jednego z nich.
W tym momencie stałem pomiędzy dwoma płachtami Trublue. Po lewej był ten automat, do którego planowałem się wpiąć. Po prawej ten, do którego wpiął się ów wspinacz. Przede mną zaczynała się ta droga, którą zdecydowałem się teraz zrobić. W moim polu widzenia nie było taśmy automatu, gdyż taśmy obydwu automatów znajdowały się po prawej i po lewej stronie.
Zacząłem się wspinać po tej drodze. Robiłem ją wielokrotnie w ramach rozgrzewki.
Doszedłem do topu i zorientowałem się, że zapomniałem się wpiąć.
Mamy tu więc podobną sytuację, jak opisana wcześniej. Wspinacz mimowolnie zignorował płachtę, bo nie przeszkadzała ona we wspinaniu.
W kolejnym przypadku, zignorowanie płachty było jeszcze prostsze, bo w ogóle nie zasłaniała drogi.
Po zrobieniu ciągiem ok. 9 dróg w sektorze z dwoma automatami, przeniosłem się do kolejnego sektora z zamiarem dalszej wspinaczki.
W tym sektorze taśma Trublue była przypięta przez kogoś do ławki (żeby umożliwić wspinaczkę na wędkę lub z dołem).
Na tej ławce stał mój bidon z wodą, po który sięgnąłem po drodze. Nawodniwszy się, skierowałem się pod ścianę, żeby zmierzyć się z drogą o wycenie 6b na czerwonych oblakach, którą byłem w stanie od pewnego czasu dość sprawnie przechodzić. Na wysokości około 2m wykonałem stosunkowo dynamiczny ruch do chwytu, ale tym razem nie dałem rady go utrzymać. W przeciągu ułamka sekundy zorientowałem się jednocześnie, że odpadam… i że nie jestem przypięty taśmą.
Trzeci opis pochodzi od świadka zdarzenia. Tak pisze o dziewczynie, która spadła, ponieważ się nie wpięła.
cały czas powtarzała, że miała ciężki dzień i była zmęczona
Jak zapobiegać wypadkom na automatach do asekuracji?
Po śmiertelnym wypadku na ściance wspinaczkowej Makak w Warszawie, powstał zespół, który stworzył zalecenia dla dysponentów ścianek wyposażonych w automaty asekuracyjne. Przeczytacie o nich pod tym linkiem: wspinanie.pl/2025/11/bezpieczenstwo-na-sciankach-zalecenia-automaty/.
Niektóre z ich zaleceń wydają mi się sensowne. Zwłaszcza zasłanianie pierwszych chwytów i stopni przez płachtę, co ma wymusić konieczność przypięcia się przed rozpoczęciem wspinania. Inne jednak brzmią bezsensownie. Szczególnie szkolenie trwające co najmniej 45 minut i certyfikaty, które klienci mają odnawiać co pół roku. Przecież ludzie nie ulegają wypadkom dlatego, że nie wiedzą jak należy korzystać z automatów. I naprawdę nie wiem, co miałoby obejmować szkolenie z ich użycia, żeby zajmowało aż 45 minut.
Moim zdaniem przede wszystkim powinniśmy pomyśleć, co my, jako wspinacze możemy zrobić, żeby nie popełnić błędu wspinając się na automacie.
Polecam wywiad z Bogusławem Kowalskim, który jako biegły sądowy zajmuje się wypadkami wspinaczkowymi. Przeczytacie go pod tym linkiem: wspinanie.pl/2025/07/samokontrola-i-edukacja-o-zasadach-bezpieczenstwa-na-scianach-wspinaczkowych-rozmawiamy-z-boguslawem-kowalskim/.
Oto co zaleca Bogusław Kowalski:
Dla wielu osób moja propozycja może wydać się śmieszna, ale polega na rozmowie ze sobą, z karabinkiem, a może z wybranym, najbliższym chwytem. W mojej wyobraźni wygląda ona tak:
- Teraz wypinam karabinek z trójkąta.
- Dopinam do łącznika.
- Sprawdzam, czy zamek się domknął.
- Ciągnę taśmę w dół, sprawdzając, czy wraca do automatu.
Te zdania powinny stać się nawykiem i swoim kursantom starałbym się wpajać, aby nauczyli się ich na pamięć. Można wypowiadać je na głos, a ich głównym celem jest to, żeby być tu i teraz.
Moim zdaniem to jest bardzo dobra rada, ale ja bym dodała jeszcze jedno. Nauczyć się obserwacji własnego stanu fizycznego i psychicznego. Jeśli dzieje się coś, co może prowadzić do rozproszenia uwagi, powinna zapalić ci się pomarańczowa lampka, która powinna skłonić cię do zwiększenia czujności. „Oho, jestem już bardzo zmęczony. W takim stanie mogę popełnić błąd, więc muszę teraz szczególnie sprawdzać, czy na pewno się wpinam”. Albo: „Ale się napaliłem na tą drogę! Myślę teraz tylko o cruxie! Stop! Pamiętaj o asekuracji”. Albo inaczej: „Moje myśli znowu odpłynęły w stronę chorej babci. Dzisiaj trudno mi będzie być tu i teraz. Może lepiej nie będę się dzisiaj wspinać, zrobię trening na chwytotablicy”.
Umiejętność zapalania takich pomarańczowych lampek moim zdaniem jest najlepszym co możemy sami zrobić, żeby zminimalizować ryzyko wypadku na automacie. Zminimalizować, ale nie wyeliminować, bo ludzki mózg jest daleki od ideału i każdy czasem może popełnić błąd.
Byłeś uczestnikiem albo świadkiem niebezpiecznego zdarzenia przy wspinaczce? Dodaj opis do mojej bazy. Uczmy się wspólnie z naszego doświadczenia: majatravels.com/pl/zglos-zdarzenie/
![]()




Piotr
Tego się czytać nie da.