tatra mountains in winter

Archiwa: Climbing Incidents Page 2 of 3

Lot przy wybieraniu liny do wpinki

Opis wypadku / błędu

Droga Wejście Smoka na Bońku, moje pierwsze VI.2 więc podnietka konkret. Druga wstawka – crux pokonany, wyjście na płytkę. Wybieram linę do wpinki, mając ją ZA NOGĄ. Odpadnięcie z bliżej nieokreślonych powodów. Jednak jego konsekwencje…. cóż. Wyleciałem po łuku robiąc obrót głową do dołu, jednocześnie wpadając w ramy małej jaskinii znajdującej się obok linii drogi. Uprząż wbiła mi się konkretnie w uda, a moja głowa podczas lotu znalazła się może kilka centymetrów od skał.

Wnioski

Nigdy nie zostawiajcie liny za nogą xD

Zwichnięty łokieć na bulderowni

Opis wypadku / błędu

Wspinałem się na śp Bloco (bulderownia w Warszawie). Byłem wtedy dość początkujący. Po zrobieniu balda byłem dość podekscytowany i puściłem się z topowego chwytu, zapominając jak jest wysoko. Przygotowany na krótszy lot spadłem jakoś dziwnie na wyprostowany łokieć.

Łokieć uległ zwichnięciu – 2 tygodnie gipsu i miesiące rehabilitacji.
Od tego czasu nie robię trudnych ruchów wysoko na bulderowni.

Wnioski

Z topu na baldach warto zejść kawałek po lepszych chwytach.

Warto uczyć się spadania na materac i od czasu do czasu to ćwiczyć.

Materac nie gwarantuje dobrego lądowania i mimo że bulderuję mało, to najwięcej kontuzji widziałem właśnie na baldach.

Poślizgnięcie i uderzanie o skałę przy locie

Opis wypadku / błędu

Wspinałam się na piątkowej drodze na skale Przekładaniec przy zamku w Olsztynie. Końcówka drogi okazała się problematyczna. Nie czułam się tam pewnie, ale nie ostrzegłam mojego asekuranta. Próbowałam zrobić wpinkę (ostatnia przed stanowiskiem) wysoko nad głową i w tym momencie ześlizgnęła mi się noga. Zatrzymałam się na wysokości pierwszej wpinki a po drodze uderzyłam o skałę kostką, kolanem, łokciem i głową (w kasku). Skończyło się tylko na stłuczeniach, które wyłączyły mnie ze wspinania na kilka dni.

Kolega, który asekurował przyznał, że nie zareagował najlepiej, tzn. po prostu stał i trzymał linę, a nie spróbował skrócić lotu. Powiedział, że nie spodziewał się, że spadnę z piątki.

Wnioski

  • Naprawdę warto mieć kask podczas wspinania w skałach.
  • Trzeba być cały czas czujnym podczas asekuracji.
  • Jeśli czujesz, że zaraz możesz odpaść, rzuć do asekuranta „uważaj” albo „czujnie”, żeby upewnić się, że będzie skoncentrowany, jak odpadniesz.

Uderzenie o skałę przy odpadnięciu

Opis wypadku / błędu

Droga Ufoki w Rzędkowicach na Jurze. Od razu mi się nie podobała, ale chciałam coś jeszcze zrobić na koniec dnia, a wszystko inne w okolicy na moim poziomie było zajęte.

Odpadłam na niej dwa razy, jeśli dobrze pamiętam, między trzecią a czwartą wpinką. Pierwszy lot był krótki i nic się nie stało. Spróbowałam jeszcze raz, weszłam trochę wyżej… i poleciałam dalej. Uderzyłam podeszwą stopy o wystającą jakby półkę / występ skalny.

Zeszłam z bólem na parking, ale następnego dnia już nie byłam w stanie chodzić. Zrobił się krwiak w środku stopy, który zagoił się dopiero po 2 miesiącach, z czego przez miesiąc musiałam chodzić o kulach.

Wnioski

Niektóre miejsca w skałach po prostu nie są bezpieczne do odpadania. Można nie pchać się na takie drogi albo zaakceptować ryzyko.

Wspinaczka, która okazała się free solo

Opis wypadku / błędu

Początek mojej standardowej sesji treningowej w sektorze z automatami na Camp4 z kilkoma niestandardowymi wydarzeniami rozpraszającymi:

  1. Zrobiłem pierwszą prostą drogę typu 5B
  2. Wypiąłem się.
  3. W sektorze obok zakładana była nowa taśma na automat. Przerwałem trening, żeby poobserwować tę czynność.
  4. Po założeniu nowej taśmy, operator ścianki dał mi spróbować wejść na tej nowej taśmie. Przyznam, że z szybciej bijącym sercem zgodziłem się na taki test run. Wszedłem na drogę typu 5B. Wszystko zadziałało elegancko. Ja się wypiąłem.
  5. Następnie wróciłem do sektora, w którym zacząłem się wspinać i zobaczyłem, że jakiś inny wspinacz wchodzi po drodze 5C w tym właśnie sektorze, ale wpiął się nieprawidłowo (zagrożenie wahadła) do automatu obok. Udało mu się dojść do połowy i odpadł. Nic się nie stało. Wylądował prawidłowo.
  6. W tym momencie stałem pomiędzy dwoma płachtami Trublue. Po lewej był ten automat, do którego planowałem się wpiąć. Po prawej ten, do którego wpiął się ów wspinacz. Przede mną zaczynała się ta droga, którą zdecydowałem się teraz zrobić. W moim polu widzenia nie było taśmy automatu, gdyż taśmy obydwu automatów znajdowały się po prawej i po lewej stronie.
  7. Zacząłem się wspinać po tej drodze. Robiłem ją wielokrotnie w ramach rozgrzewki.
  8. Doszedłem do topu i zorientowałem się, że zapomniałem się wpiąć. Top na szczęście był zacną klamą.
  9. Troszkę się zestresowałem. Zawołałem mojego znajomego z góry, ale nie było go w polu widzenia akurat.
  10. Pomyślałem, żeby zejść troszkę do ekspresu i wpiąć się w niego, ale w zaistniałem sytuacji wydawało się to zbyt przerażające.
  11. Po kilkudziesięciu sekundach zawołałem do osób, które były na dole i poprosiłem, żeby uwolniły taśmę automatu. Na szczęście zareagowały szybko i sprawnie.
  12. Kiedy taśma z karabinkiem wjechała już na górę, sięgnąłem jedną ręką po nią i dociągnąłem do siebie.
  13. Dopiero za drugim razem, przytrzymując karabinek zębami, udało mi się wpiąć go w moją uprząż i zjechać bezpiecznie.

Wnioski

Propozycje, które mogłyby potencjalnie obniżyć ryzyko takich wypadków:

  1. Plakietki z napisem: CZY JESTEŚ WPIĘTY/A? na wysokości ok. 1,5-2m.
  2. W ramach szkolenia początkowego uczulanie wszystkich użytkowników ścianek na obserwowanie towarzyszy wspinaczy i zwracanie uwagi na to, czy wszyscy są wpięci.

Wracając czasem do tego wspomnienia niestety muszę szczerzę przyznać, że taki błąd, który jest spowodowany wyłączeniem czujności, może się niestety przydarzyć. Tym razem uratowało mnie więcej zimnej krwi niż bym u siebie podejrzewał oraz fakt, że to był początek treningu – rozgrzewka na prostej drodze i bardzo dobry chwyt na topie.

Wpadka na automacie

Opis wypadku / błędu

Wspinałem się samodzielnie na warszawskim Camp4 w sektorze z automatami Trublue. Robiłem – jak na siebie – intensywny trening polegający na wchodzeniu na drogi w zakresie 5A-6B jedna po drugiej. W tamtym czasie w tym sektorze były 4 automaty. Po zrobieniu ciągiem ok. 9 dróg w sektorze z dwoma automatami, przeniosłem się do kolejnego sektora z zamiarem dalszej wspinaczki.

W tym sektorze taśma Trublue była przypięta przez kogoś do ławki (żeby umożliwić wspinaczkę na wędkę lub z dołem).

Na tej ławce stał mój bidon z wodą, po który sięgnąłem po drodze. Nawodniwszy się, skierowałem się pod ścianę, żeby zmierzyć się z drogą o wycenie 6b na czerwonych oblakach, którą byłem w stanie od pewnego czasu dość sprawnie przechodzić. Na wysokości około 2m wykonałem stosunkowo dynamiczny ruch do chwytu, ale tym razem nie dałem rady go utrzymać. W przeciągu ułamka sekundy zorientowałem się jednocześnie, że odpadam… i że nie jestem przypięty taśmą. Spadłem z tych dwóch metrów na gumową posadzkę, która tylko nieznacznie zamortyzowała lądowanie. Na szczęście nie stało się nic poważnego. Wyszedłem z tego bez żadnej kontuzji, ale z kilkoma refleksjami.

  1. Po pierwsze miałem wyjątkowe szczęście, że odpadłem tak wcześnie na drodze, którą już wielokrotnie przechodziłem do samego topu. Prawdopodobnie dlatego, że byłem już trochę zmęczony.
  2. Po drugie: działanie automatyczne w trybie treningowym, widzenie tunelowe wyłączają kontrolę. Taka była sekwencja zdarzeń, które mój mózg zarejestrował:
    • a. Taśma jest wpięta do ławki
    • b. Bidon jest na ławce, skorzystam z tej przerwy się nawodnię
    • c. Mam kolejną drogę do zrobienia, więc kieruję się pod ścianę.
    • d. W polu widzenia nie widzę płachty, do której zwyczajowo przypięta jest taśma Trublue (ergo pewno jestem już przypięty).
    • e. Zaczynam się wspinać, nie zarejestrowawszy, że jestem nieprzypięty.
    • f. Fakt, że nie widziałem taśmy przez sobą umknął mojej uwadze.

Wnioski

Propozycje, które mogłyby potencjalnie obniżyć ryzyko takich wypadków:

  1. Zakaz przypinania taśmy do czegokolwiek innego niż przeznaczona do tego płachta, która naciągnięta uniemożliwia wystartowanie drogi pod automatem. Z tego punktu widzenia bardzo wspieram politykę: tylko-automaty, a więc w sektorach, gdzie są zamontowane automaty, nie powinno dopuszczać się wspinania z dołem ani na wędkę.
  2. Materace pod ścianami, tak jak pod drogami boulderowymi
  3. Powtarzające się plakietki z napisem: CZY JESTEŚ WPIĘTY/A? na wysokości ok. 1,5-2m.

Wypadnięcie z liny

Opis wypadku / błędu

10.08.2019 wspinałem się na Sokolicy z kolegą, robiliśmy lewy komin, drogę zrobiliśmy bez problemu 3 wyciągi. Komplikacje zaczęły się przy zjeździe, jechałem pierwszy i kolega namawiał mnie, żebym jednak założy bloker, bo zdaje mu się, że ma złe przeczucie. Całe szczęście, że przekonał mnie, żebym nie zdejmował kasku do zjazdu jak zawszę robiłem, to mnie uratowali. Ale do rzeczy, mieliśmy nową linę a jak wiadomo nowe liny dynamiczne są śliskie. Zawiązaliśmy 1.5m od końca kluczkę i podczas zrzutu lina uderzyła w ścianę i węzeł się rozwiązał…. ja wpinam się do zjazdu, zjeżdżam i nagle wypadam z liny, podobno odbiłem się od półki skalnej i na pewno spadłem na korony drzew, a dalej z drzewa pod ścianę, miałem złamany kręgosłup chyba 3 i 4 krąg (nie pamiętam) oraz miednicę. Rehabilitacja trwała półtora roku, bo rehabilitant jak się dowiedział, że wróciłem do wspinania, stwierdził, że rehabilitacja mi niepotrzebna, więc się dalej wspinam. Dwa lata temu zrobiłem kurs instruktora wspinania, więc jeszcze bardziej jestem przerażony jakie błędy popełniłem ze względu na rutynę i przyzwyczajenie. Dodam jeszcze, że nie był to mój pierwszy wielowyciąg, wspinałem się wielowyciągowo w Tatrach, zaś był to pierwszy wielowyciąg kolegi.

Wnioski

Wnioski mam takie, żeby wiązać zawsze bloker na linie, i na końcu liny nie kluczkę lecz beczka. 1,5 m od końca liny wiązać. Oraz rutyna i przyzwyczajenia podczas wspinania są złe, szczególnie podczas wspinania wielowyciągowego.

Brak umiejętności

Opis wypadku / błędu

Na panelu.
Rodzice bez założonej uprzęży asekurują z ręki dwie dziewczynki wspinające się po panelu, do tego z liną przywiązaną supłem do łącznika.

W tym samym dniu 8-letnia dziewczynka asekuruje koleżankę z ręki (bez przyrządu) wspinającą się na panelu. Nikt oprócz mnie nie zwraca im uwagi.

Wnioski

Osoby bez żadnej wiedzy i umiejętności wspinają się na ściankach.

Błędne komendy

Opis wypadku / błędu

Koleżanka doświadczona we wspinaniu po skończeniu drogi sportowej w skałach krzyknęła komendę „mam auto”. Dla mnie to oznacza, że mogę nie asekurować. Byłam przekonana, że chce samodzielnie zjechać, ale upewniłam się czy będzie zjeżdzać i czy nie asekurować. Okazało się, że nie ma takiego zamiaru, nie planuje samodzielnego zjazdu tylko zamierzała się przewiązać na stanowisku i potem miałam ją opuścić.

Wnioski

Poprawne stosowanie komend

Lot do gleby… i prawie do gleby

Opis wypadku / błędu

Ad 1. Skacząc do ostatniego chwytu na drodze, odpadłem i poczułem, że dostałem więcej luzu niż zwykle. Okazało się jednak, że to nie był przesadny luz, a wypuszczenie liny przez asekuranta. Na moje szczęście ścianka wspinaczkowa była niewielka i skończyło się tylko na kompresyjnym pęknięciu dwóch trzonów kręgowych.

Byłem asekurowany na kubku. Najprawdopodobniej lina była trzymana tzw. małpim chwytem, czyli bez kciuka okalającego linę, tylko z kciukiem w linii reszty palców. W tym chwycie lina po prostu wyśliznęła się z ręki blokującej podczas szarpnięcia przy odpadnięciu.

Ad 2. Jak już zdjąłem gorset i znowu było mi dane się powspinać, pojechałem w plener. Tym razem wyposażony w przyrząd asekuracyjny samoblokujący o nazwie Mammut Smart. Sam osobiście go bardzo lubiłem, był o wiele prostszy w obsłudze niż GriGri.

Uparłem się żeby mój asekurant (nie, nie ten sam :) ) użył mojego anty-glebowego przyrządu zamiast swojego kubka. Jednak engramy kolegi wyrobione przez lata na kubku zemściły się na mojej decyzji. Przyrząd, mimo, że wybitnie prosty w obsłudze, to jednak wymagał pewnych operacji, a mianowicie, żeby wydać płynnie linę trzeba było go odciągnąć od siebie kciukiem za taki języczek (analogicznie do pętli w mega Julu).

No więc, co się stało. Odpadając z prawie ostatniego chwytu na drodze zaraz przy stanowisku ( jakby deja vu? ) poczułem, że mam dużo luzu ( deja vu k…wa?!!!!! ). Tuż przed glebą zatrzymałem się, praktycznie oko w oko z moim asekurantem. Nie ma gleby! uffff. Jednak pomyłka asekuranta była. Okazało się, że mój kumpel nie ogarniając nowego przyrządu, na którego to ja się uparłem, trzymał go cały czas odciągniętego od siebie, czyli odblokowanego. W ostatniej chwili puścił przyrząd, żeby łapać linę od góry rękoma i wtedy przyrząd zadziałał.

Wnioski

Zaznaczam, że to tylko moja, bardzo subiektywna opinia.

  1. Najczęściej zawodzi czynnik ludzki, a niezwykle rzadko sprzętowy.
  2. Najlepiej używać tego szpeju, na którym się człowiek zna, ale bez względu na poziom ogarnięcia obsługi, ludzie popełniali i będą popełniać błędy.
  3. Nie ma ludzi, którzy nie popełniają błędów podczas asekuracji. Po prostu moment popełnienia błędu, bardzo rzadko się synchronizuje z odpadnięciem wspinającego (polecam poobserwować starych wyjadaczy na ściance).
  4. Szpej musi być możliwie jak najprostszy w obsłudze i intuicyjny.
  5. Wszelkie operacje przy przyrządzie asekuracyjnym, typu odciągnięcie, ściśnięcie, przytrzymanie jakiejś dźwigni celem zwolnienia blokady liny może prowadzić do gleby.

Moją odpowiedzią na to jest Click up (wersja 1. Wersja 2 to tragedia). Oczywiście wiele osób się ze mną nie zgodzi, jednak dla mnie to najbezpieczniejszy wybór przy wspinie sportowym. Asekuracja jak na kubku, eliminuje do minimum operacje podczas wydawania luzu. Bardzo duża szansa na samoczynne zaciśnięcie się podczas błędu asekuranta (np. wypuszczenia liny).

Oczywiście ogar sprzętowy, czujność i świadomość asekuranta, to fundamenty, ale o tym chyba nie trzeba wspominać :)

Page 2 of 3

© 2016 – 2026 Maja Kochanowska