tatra mountains in winter

Archiwa: Climbing Incidents Page 1 of 3

Niewpięcie się do automatu

Opis wypadku / błędu

Zobaczyłam jak kobieta podeszła do drogi wspinaczkowej, odwróciłam się w stronę swoich rzeczy na ławce. Nagle usłyszałam krzyk i zobaczyłam jak upada na podłogę na obie nogi i przetacza się na plecy. Odpadła/skoczyła z trzeciej wpinki.

Nie znam jej dokładnych obrażeń, prawdopodobniej uszkodziła obie kostki – były bardzo spuchnięte i obolałe. Zgłosiła też ból lędźwi. Kilka dni wcześniej na ścianie pojawiły się materace pod automatami.

Wnioski

Dla wspinających się:

  1. Sprawdzić, czy jesteśmy wpięci przed wspinaczką.
  2. Wejść na 1-1,5 m i zeskoczyć, żeby sprawdzić, czy jesteśmy wpięci.
  3. Przed zeskokiem złapać się taśmy automatu (żeby jeszcze raz sprawdzić).
  4. Patrzeć uważnie nawet na obce osoby w strefie automatów.
  5. Nie wspinać się na zmęczeniu ze słabą koncentracją (cały czas powtarzała, że miała ciężki dzień i była zmęczona).

Dla właścicieli ścian:

  1. Zastosowanie materacy najprawdopodobniej uratowało jej plecy. Były obolałe, ale poruszała nogami.
  2. Zmiana trójkątnych płacht automatów na większe prostokątne, uniemożliwiające wejście na drogę.
  3. Brak lin w strefie automatów.
  4. Zazębiające się zmiany pracowników pilnujących strefy automatów, tak aby punktualne wyjście z pracy nie powodowało zejścia ze stanowiska 5 minut wcześniej, jak w opisanym przypadku

Fałszywa pętla

Opis wypadku / błędu

Stanowisko zbudowane na ringach, za pomocą wąskiej taśmy Dyneema, zrobiona kluczka. Prowadzący wpiął partnera (początkujący wspinacz), zakręcił karabinek i przestał asekurować. W czasie przygotowania do kolejnego wyciągu, karabinek spadł… Okazało się, że dwie pętle uzyskane po kluczce utworzyły „fałszywą pętle”, w którą został wpięty partner.

Półka była bardzo mała i tylko stres – kurczowe trzymanie klamy przy stanowisku uratowało partnera. Nie ruszał się po prostu. Do ziemi było ok. 30 m, pion.

Wnioski

Po pierwsze uwaga,
po drugie weryfikacja poprzez obciążenie, dopiero później koniec asekuracji,
po trzecie (trochę moje) każdy sam się wpina – kontroluje drugi,
po czwarte pokora….

Brak węzła na końcu liny

Opis wypadku / błędu

Kontekst zdarzenia jest taki, że parokrotnie zastanawiałem się czemu ludzie do znudzenia powtarzają o wiązaniu węzła na końcu liny, nawet na panelu, przecież zawsze tej liny wystarcza… (głupie myślenie jak się okazało, być może wynikało z tego, że ponad 4 lata wspinania się na panelu ani razu nie byłem w skałach). Mimo wszystko starałem się pamiętać i wiązać. Pojechałem pewnego razu na dupę słonia (turnia Lipczyńskiej). Popatrzyłem na topo, wybrałem drogę (pierwszą danego dnia), spojrzałem w topo, wysokość skały: 13 lub 14 metrów – biorę linę 30 metrów – wystarczy. Po zrobieniu drogi partner mówi, że liny dużo nie zostało i może nie wystarczyć na opuszczenie. Myślę „echhh, no dobra, przewiążę się przez ringa, zdarza się”. Otrzeźwienie przyszło gdy podczas opuszczania do rzeczowego ringa, który był dobre 6 metrów na ziemią partner krzyczy „lina się kończy i nie ma węzła!”. Otrzeźwienie przyszło natychmiastowo: w większości przypadków węzeł rzeczywiście będzie niepotrzebny, ale raz spojrzysz na złą stronę w topo przy okazji sprawdzania wysokości skały i skończysz ze złamaniem.

Wnioski

Tu bezpośrednią przyczyną oczywiście jest roztargnienie i niewyspanie (spałem w pociągu noc wcześniej więc mogło to mieć wpływ), które spowodowało błędne sprawdzenie wysokości skały i nie zawiązanie węzła. Ale druga przyczyna leży trochę głębiej, tzn. niedokładne zrozumienie zasady każdorazowego wiązania węzła na końcu liny. Przez lata wydawało mi się to trochę sztuką dla sztuki, dopóki nie zobaczyłem, że nawyk sprawdzenia czy węzeł jest na końcu czy nie, pewnego dnia może być kluczowy.

Pierwszy raz z GriGri

Opis wypadku / błędu

Ja oraz moi znajomi z harcerstwa uczyliśmy się wspinać asekurując przy pomocy ósemek i kubków. Amatorsko wspinam się na Jurze, kilka razy wspinałem się w Tatrach z dziewczyną, która regularnie ćwiczyła z sekcją wspinaczkową i uprawiała wspinaczkę taternicką. Bywaliśmy regularnie na ściance wspinaczkowej gdy wszedł nakaz używania przyrządów „półautomatycznych” takich jak np. popularny GriGri. Razem z dziewczyną umówiliśmy się na ściankę z moim przyjacielem, który regularnie się wspinał w skałach przed założeniem rodziny, ale po kilku latach przerwy chciał wrócić do aktywności z naszą asystą. W ramach rozgrzewki każdy z nas przewspinał po jednej drodze, po czym postanowiliśmy nauczyć przyjaciela „nowego przyrządu”. „Kubkiem” posługiwał się łatwo, instynktownie, ale GriGri trzymaj pierwszy raz. Gdy ja się wspinałem dziewczyna pokazywała i tłumaczyła jak poprawnie używać GriGri. Po moim próbnym odpadnięciu wszystko wyglądało obiecująco – wyłapanie lotu i opuszczenie mnie przebiegło poprawnie. Zacząłem się wspinać dalej i po kilku minutach osiągnąłem koniec drogi. Poprosiłem o 'blok’ i przygotowałem się do zjazdu. Początek łagodnie i powoli, po czym nagle zacząłem błyskawicznie zjeżdżać – a wręcz spadać. Zatrzymałem się biodrem na wysokości twarzy przyjaciela, którego wyrwało do wysokości powyżej wpinki. Okazało się, że gdy chciał zatrzymać opuszczanie ściągnął obie ręce ku dołowi podobnie jak w przypadku asekurowania na kubku, ale jedna z rąk wciąż trzymał na przyrządzie co uniemożliwiało zatrzymanie liny. Cudem się zatrzymałem z powodu supła na linie, który się zablokował w przyrządzie.

Wnioski

Pierwszym naszym wnioskiem było, że mimo wcześniejszych prób dziewczyna nie powinna puszczać liny stojąc za asekurującym przyjacielem. Umiał się wspinać, ale z powodu długiej przerwy i zmiany przyrządu na 'bardziej skomplikowany’ nie miał wprawy w asekurowaniu.

Drugim naszym wnioskiem niestety jest, że podczas gdy jeździmy w skały i wspinamy się głównie korzystając z Reverso, to przejście na GriGri na ściankach komercyjnych wymaga od nas przestawiania swoich nawyków i odruchów – poprawnych w skałach.

Trzeci i najważniejszy wniosek: przyrządy takie jak GriGri nie gwarantują bezpieczeństwa. Co więcej uważamy, że nie wspinając się regularnie sportowo łatwiej o niebezpieczne błędy.

Odpadnięcie przez ściągnięcie przez asekurującego

Opis wypadku / błędu

Chcąc zrobić ruch do góry, asekurujący mnie przyblokował, asekurował na sztywno, co skończyło się odpadnięciem i urazem.

Wnioski

Przy asekuracji z dołem trzeba zachować niewielki luz, to zmniejsza przy odpadnięciu siłę działającą na wspinacza i eliminuje przyblokowanie/ ściągnięcie ze skały.

Długi lot z urazem

Opis wypadku / błędu

Prowadziłam dość trudną dla siebie, jak na tamten czas drogę. Nie mając siły pokonać przewieszki odpadłam, będąc dość wysoko nad wpinką. Lecąc uderzyłam lędźwiami o wystającą skałę, co od razu wywołało spory ból. Pojechałam na SOR z podejrzeniem złamania kręgosłupa. Na szczęście skończyło się na wybitym kręgu i mocnym stłuczeniu, co ze względu na mocno unerwione miejsce generowało ból podobny do tego przy złamaniu.

Wnioski

Na niektórych drogach lepiej nie odpadać. Od tego czasu nie wstawiam się OS w drogi dla mnie trudne i potencjalnie niebezpieczne pod tym względem. Wolę sobie wcześniej zapatentować.

Niefortunny zeskok na baldach

Opis wypadku / błędu

Będąc pierwszy raz na baldach doszłam do topu i bojąc się zejść (nie było dedykowanych chwytów zejściowych) postanowiłam zeskoczyć. W trakcie skoku przechyliło mnie na bok i spadłam na łokieć. Skończyło się pękniętą kością.

Wnioski

  1. Mimo wszystko próbować zejść po łatwiejszych chwytach.
  2. Nie robić baldów z wysokim topem.

Brak komend – lądowanie na głowie

Opis wypadku / błędu

Podczas kursu skałkowego koleżanka wpięła się do pierwszej wpinki, wyszła nad nią ok. 1,5m i stając na solidnej półce jak gdyby nigdy nic skoczyła bez uprzedniego informowania o chęci bloku lub czymkolwiek. Stwierdziła, że po prostu nie ma siły iść dalej a asekurujący powinien być zawsze czujny. Pech chciał, że podczas lotu była na tyle nisko, że praktycznie siadła mi na głowie i mogło skończyć się tragicznie gdyby nie fakt, że stałem na śliskim podłożu i pojechałem na dupę.

Wnioski

  1. Nigdy nie asekurujmy będąc bezpośrednio pod wspinającym się
  2. Podawajmy komendy!!!
  3. Nawet gdy w wydaje się idealnych warunkach wspinający się stoi na solidnej półce nie ufajmy, zwłaszcza nieznajomym na kursach xD

Lot i uderzenie w ścianę obok

Opis wypadku / błędu

Sytuacja: Wspinałem się na sportowo ubezpieczonej, ok. 25-metrowej drodze w popularnej dolince podkrakowskiej. Przeloty były dosyć daleko, ale z dołu wydawało się, że runout najwyżej skończy się długim, lecz bezpiecznym lotem. Droga szła ostrzem filara, który z dołu wyglądał na pionowy albo wręcz nieco połogi, co okazało się złudną perspektywą, bowiem w praktyce się nieco przewieszał. Była to ostatnia droga z lewej na skałce. Oprócz tego, bardziej na lewo znajduje się osobna ściana z połogimi drogami tradowymi.

Opis wypadku: Doszedłem do przedostatniego ekspresa (6tego), wpiąłem ekspresa i zamierzałem się do niego wpiąć, ale w tym momencie, będąc przy ekspresie biodrami, poleciałem. Przygotowałem się na długi lot, bo ostatni przelot miałem 3.5m niżej, ale po 7-8m lotu zamiast zahamować na linie, uderzyłem dolną częścią pleców w skałę z połogimi drogami tradowymi pode mną.

Konsekwencje: Mogły być o wiele gorsze. Wyszedłem z sytuacji obronną ręką i skończyło się to „tylko” złamaniem kości krzyżowej w 2 miejscach bez przemieszczeń. Po miesiącu wróciłem na nogi i do wspinania.

Wnioski

  • Wspinanie sportowe nie zawsze jest bezpieczne! Należy być czujnym i nieustannie oceniać ryzyko. To, że droga jest obita i była chodzona nie znaczy, że na pewno jest bezpieczna.
  • To, że coś z dołu wygląda bezpiecznie, nie znaczy, że z góry jest bezpieczne (zła perspektywa).
  • (osobista perspektywa) Unikam dróg na formacjach przewieszonych, gdy bo bokach albo pod spodem coś sie znajduje. Lekko zła asekuracja, lekko złe obicie i mamy podobny przypadek.
  • Kask elementem obowiązkowym. Gdybym poleciał minimalnie inaczej, nie pisałbym tego wpisu (nie miałem kasku).

Friend w rozwierającą się rysę

Opis wypadku / błędu

Podczas wspinaczki na Wroniej Baszcie w dol. Kobylańskiej z kumplem (nasze trzecie wspinanie samodzielne po kursie trad) kolega zaczął drogę która w pewnym momencie jak się okazało zaczęła go przerastać. Krzyknął komendę BLOK, więc zacząłem momentalnie wybierać linę i oddalać się od ściany jednak w tym momencie on już obciążył samodzielnie założony przelot którym był friend włożony w rozwierająca się rysę, przelot oczywiście wyleciał, na szczęście kolejnym przelotem była pancerna taśma przez oczko skalne, gdyby był to kolejny friend mogłoby skończyć się tragicznie.

Skończyło się natomiast 2,5m nad glebą z kilkoma nieszkodliwymi otarciami i nagłym zmniejszeniem jaj u obu wspinaczy XD

Wnioski

  1. Nie zakładamy friendów w inne niż równolegle rysy lub ew. jak kości (jeśli friend dwuosiowy)
  2. Przed robieniem drogi na granicy naszego topu przećwiczmy porządnie zakładanie przelotów
  3. Na kursach kładźmy większy nacisk na reguły samodzielnego zakładania przelotów, zwłaszcza tego cudownego narzędzia jakim jest friend – który daje złudne poczucie nieśmiertelności nie ważne jak i w co jest włożony

Page 1 of 3

© 2016 – 2026 Maja Kochanowska