Nadbużański Szlak Rowerowy ma 420 km i biegnie przez województwo mazowieckie, podlaskie i lubelskie, między Wyszkowem a Hrubieszowem. Ostatnio przejechałam mazowiecką część szlaku. Przeczytajcie jak było!

Wycieczkę zaczęłam dojeżdżając pociągiem do Tłuszcza, skąd wyruszyłam trochę po godz. 10. Normalnie wcześniej zaczynam tak długie trasy, ale tego dnia planowałam tylko kawałek przejechać tym szlakiem, następnie zawinąć do Mińska i zakończyć po 100, może 130 km. Tak fajnie jednak mi się jechało, że w międzyczasie zdecydowałam pociągnąć do końca województwa i zebrało się 175 km.

Przyjemny teren zaczyna się już kilka kilometrów za Tłuszczem. Spokojnymi drogami dojechałam do Niegowa, następnie 2 km przez las i pola i na mostek nad rzeczką Fiszor.

rzeka fiszor

Tutaj zaczyna się rowerowy Szlak Prymasa Tysiąclecia, który prowadzi do Wyszkowa po zróżnicowanym terenie – trochę asfaltu, trochę szutru, leśnych i polnych dróg.

szlak prymasa tysiąclecia

Po ok. 3 km dojedziesz do takiego miłego miejsca na odpoczynek. Nie bardzo miałam po czym odpoczywać tak wcześnie, ale skoro było takie miłe miejsce, to skorzystałam :)

szlak rowerowy prymasa tysiąclecia

Kawałek dalej, między Ślubowem a Deskurowem, kolejne miejsce, które dla niektórych może być atrakcją – park linowy, teraz oczywiście zamknięty.

Jadąc dalej szlakiem dojedziesz do Drogoszewa i kolejnego miejsca na odpoczynek ;)

drogoszewo

Następnie szlak prowadzi dalej asfaltem, ale można też pojechać bliżej natury, wałem wzdłuż Buga.

Rozglądając się w lewo, napotkasz ścieżkę, którą można dojechać na małą plażę, szkoda tylko, że tak zaśmieconą.

drogoszewo, nad rzeką bug

2 km dalej wjeżdżamy na główną drogę, jedziemy kawałek ścieżką rowerową i za stacją Orlen skręcamy w prawo. Tu, po 25 km od startu, zaczyna się Nadbużański Szlak Rowerowy. Szlak jest oznaczony niebieskimi znakami, ale nie licz na to, że przejedziesz go opierając się tylko na znakach w terenie. Pojawiają się tylko gdzieniegdzie i często ich nie ma, tam gdzie powinny być. Ja wspierałam się aplikacją Mapy.cz.

Początkowo jedziemy asfaltem, ale już po ok. 1 km szlak wjeżdża do lasu i kieruje nad Bug.

Przyjemna polna droga za chwilę staje się łąką, a podążając dalej za aplikacją zamienia się w bezdroże…

Dobrze, że nie przyszło mi do głowy, żeby zawracać, bo po ok. 300 m dociera się do pięknej ścieżki nad rzeką.

nadbużański szlak rowerowy
nadbużański szlak rowerowy

Jadąc dalej, w końcu pojawia się oznakowanie szlaku!

Ok. 200 m dalej drogowskaz kieruje prawidłowo w prawo a kolejne 200 m dalej… znowu w prawo, na drogę 62, z powrotem w kierunku Wyszkowa…

Nie kierujcie się w tym miejscu znakiem, tylko skręćcie w polną drogę w lewo. Poprowadzi was on tunelem pod drogą S8 a następnie czekają na was ok. 3 km po lesie i szutrze z tarką. Ale nie taką straszną, bywają gorsze ;)

Następny przystanek: Kamieńczyk…

… i kolejne miłe miejsce na odpoczynek nad wodą.

rzeka bug, kamieńczyk
rzeka bug, kamieńczyk

Kamieńczyk jest też chyba dobrym miejscem na obiad, bo widziałam po drodze pierogarnię i obiady domowe. Nie wiem jednak czy smaczne, bo były zamknięte.

Nie zatrzymując się, jechałam więc dalej, przez rzekę Liwiec i do lasu.

Las, miejscami piaszczysty, będzie towarzyszył wam przez ok. 10 km.

nadbużański szlak rowerowy, las

Szlak prowadzi w odległości kilkuset metrów od rzeki Bug, ale w kilku miejscach są ścieżki, które zdaje się, że prowadzą nad samą rzekę. Można więc pewnie znaleźć kolejne przyjemne miejsca na odpoczynek na łonie natury. Nie sprawdzałam jednak, bo minęły już 4 godziny od startu a ja na liczniku miałam zaledwie 40 km, bo ciągle albo trudny teren, albo ładne krajobrazy, które wymagały sfotografowania, nie pozwalały mi na szybsze tempo. Trzeba było w końcu pocisnąć, żeby tę setkę przynajmniej wyrobić…

Na szczęście niedługo zaczyna się asfalt. Jeszcze tylko jedna mała rzeczka do sfotografowania…

…i można cisnąć.

Akurat wyjątkowo trafiłam na trzech rowerzystów, generalnie przez cały dzień nie spotkałam prawie nikogo.

Od tego momentu, już do końca trasy prawie cały czas będzie asfalt, chociaż różnej jakości. Miejscami taki, że niektóre leśne ścieżki są lepsze.

Jedziemy więc tym asfaltem, mijając kolejne wsie, bociany, ładne małe rzeczki wśród pól, koniki…

Jeśli będziesz mieć szczęście, może spotkasz też jakiegoś zaskrońca. Ja niestety widziałam same rozjechane :(

Za Treblinką przyjemny asfalt zmienia się w niezbyt przyjemne betonowe płyty, którymi trzeba pokonać kilka kilometrów do miejscowości Kosów Lacki.

…Szybko minęło, to już 85 km.

Z Kosowa najkrótszą drogą byłoby ok. 55 km do Siedlec. Zastanawiałam się chwilę, czy zmierzać już do Siedlec na pociąg czy jechać na około przez Frankopol, gdzie kończy się mazowiecka część Nadbużańskiego Szlaku Rowerowego i zdecydowałam, że jadę dalej. Fajnie się jechało z lekkim wiatrem w plecy, a jakbym skierowała się prosto do Siedlec, jechałabym z bocznym wiatrem, do tego po, zapewne, dosyć ruchliwej drodze. Co prawda z Frankopolu do Siedlec droga prowadzi w drugą stronę niż teraz, ale spodziewałam się, że wtedy będzie już po zachodzie, wiatr pewnie ucichnie, więc mimo że nie będzie mi pomagać, nie powinien też przeszkadzać.

Jechałam zatem dalej, a światło słońca zbliżającego się powoli do horyzontu, sprawiało, że było jeszcze piękniej.

nadbużański szlak rowerowy, mazowieckie

Zwykła wiejska droga, pola rzepaku i czegoś innego, takie jak widziałam w wielu innych miejscach i tak samo ładne, jak wszędzie. Do tego nowiutki asfalt, dzięki któremu do Sterdyni jechało się naprawdę przyjemnie.

Bez wysiłku 30 km/h, bo lekko z górki i z wiatrem, ale jak zobaczyłam żurawia przy drodze, to musiałam się zatrzymać :) Już kilka żurawi w życiu widziałam, ale żadnego nie mam na zdjęciu ;) Niestety jak mnie zobaczył, postanowił odlecieć trochę dalej, więc mam tylko takie…

lecący żuraw
żuraw na łące

No i te pola rzepaku, dla których też musiałam się kilka razy zatrzymać :)

nadbużański szlak rowerowa, pole rzepaku
nadbużański szlak rowerowa, pole rzepaku

Za Sterdynią, szlak prowadzi przez kilka kilometrów po drodze 63. A przynajmniej tak prowadzi w aplikacji Mapy.cz, bo znaków w terenie nie widziałam już dawno. Droga nie jest zbyt ruchliwa, ale i tak, patrząc na mapę, wydaje mi się, że dałoby się poprowadzić szlak bokiem, a również po asfalcie.

Wspomniałam też o górce… Zaskoczyło mnie, ale w okolicach Sterdyni zaczynają się podjazdy i zjazdy. Niby takie delikatne, ale jednak nie jest to już zupełnie płaski teren, więc robi się trochę ciekawiej i ciężej.

nadbużański szlak rowerowy, okolice gródka

A w ogóle to jedziemy przecież „Nadbużańskim Szlakiem Rowerowym”, więc powinien być obok Bug… Ostatnio widziałam go 80 km wcześniej w Kamieńczyku i kolejna okazja jest dopiero we Frankopolu, gdzie szlak przechodzi na drugą stronę rzeki. Patrząc na mapę, wydaje mi się, że można by poprowadzić szlak, tak aby prowadził bardziej wzdłuż Bugu, tylko na pewno byłoby mniej asfaltu. Może sprawdzę to kiedyś.

Teraz jechałam do Frankopolu, licząc na to, że może uda mi się tak zgrać z zachodem słońca, że obejrzę go właśnie nad Bugiem, ale zastał mnie kilka kilometrów wcześniej. Ale i tak było na co popatrzeć :) Ostatnio dwa razy byłam na rowerze o wschodzie słońca i byłam zawiedziona, bo było przykryte chmurami. Tym razem natura się spisała! Kilka warstw chmur, przebijające się przez nie światło, w oddali smuga deszczu… takie widoki lubię!

zachód słońca, nadbużański szlak rowerowy
zachód słońca, nadbużański szlak rowerowy

Po dojechaniu do Frankopola było jeszcze jasno, wypatrzyłam nawet ścieżkę, która chyba prowadziła nad samą rzekę, ale nie zdecydowałam się podjechać, bo nie chciałam ryzykować, że ucieknie mi ostatni pociąg do Warszawy. Niby 3 godziny na 40 km powinny być ze sporym zapasem, ale z doświadczenia wiem, że naprawdę warto ten zapas mieć ;)

Zgodnie z moimi przewidywaniami, o zachodzie słońca wiatr ucichł, więc nie musiałam jechać pod wiatr. Jechało się bardzo przyjemnie, nie licząc tylko chmary wielkich chrząszczy, jaka napadła na mnie w drodze. Chyba chrabąszcze majowe. Kilka się ode mnie odbiło, inny chciał jechać na gapę na mojej bluzie, a po tym jak jeden uderzył mnie w nos, zaczęłam rozważać, czy nie założyć maseczki antykoronawirusowej, na wypadek gdyby któryś miał wlecieć do ust… Uznałam jednak, że jestem za bardzo zmęczona, żeby jechać w maseczce, a poza tym nie miałam ochoty się tam zatrzymywać, więc jechałam dalej, mając nadzieję, że chrząszcze skończą się niedługo a nie dopiero w Siedlcach. Szczęśliwie skończyły się po kilku kilometrach.

A zapas czasu się przydał, bo w jednym miejscu źle pojechałam i musiałam zawrócić, do tego dwie przerwy na zakup picia i dojechałam na dworzec tylko 15 minut przed odjazdem. Teraz czekało mnie tylko 1,5 godziny w pociągu a potem 20 minut w metrze. I to wszystko bez żadnego ebooka, Facebooka ani nawet muzyki, bo powerbank nawalił i baterię w telefonie miałam na wyczerpaniu. Byłam jednak tak zmęczona, że bezmyślne gapienie się w podłogę i za okno, też w sumie było spoko ;)

Jeśli potrzebujecie gpxa, możecie ściągnąć stąd: www.strava.com/activities/3428800052